Dotyk znaczy więcej niż tysiąc słów.

Dotyk przesycony intencją, obecnością, smakiem esencji…

Cisza, spojrzenie, oddech – te zapomniane w świecie szybkiego życia, lecz tak na prawdę potężne afrodyzjaki wyzwalają w nas ekspresję ducha tańczącego w ciele.

Duchowość jest cielesna, zmysłowa, praktyczna. Nie ma innego celu niż służyć życiu, jakim ONO JEST. Służyć Tobie, KTÓRY JESTEŚ.

Kto twierdzi, że zajmuje się duchowością, a zapomniał o zmysłach, ciele, pierwotnym postrzeganiu jest jak niewidomy gorączkowo studiujący opisy kolorów.

Po co Ci to wszystko, jeżeli w praktyce nie daje nic więcej niż odrobina wewnętrznej ekscytacji.

Taka odrealniona, nie – materialna duchowość to nic innego, jak czytanie tanich romansów, ale dla trochę innego rodzaju odbiorcy.

Życie NIE – swoją ekscytacją.

A życie ma być fajne, po prostu. Fajne i Twoje. Fajne dla Ciebie. Nie oświecone, czy jakieśtam.

I masz je… PRZEŻYWAĆ.

To wszystko, cała duchowość, służy jedynie jego PRAKTYCE.

Materia to nic innego niż stempel ducha. Ona grzecznie dopasowuje się do nas. Ona jest naszym światem poznawczym tak samo jak wnętrze.

Zostaw wszystkie te metody i cudowne drogi i idź swoją.

Bo…

Nie trzeba wiedzieć nic o mechanice istnienia, by przeżywać życie w pełni.

Nie ma znaczenia ten pozorny „poziom” rozwoju czy wiek duszy.

Albo żyjesz swoją boskością albo nie. Tzw „poziom” wyznacza jedynie głębię postrzegania.

I co z tego…

Co jednak po tym, że masz „łeb jak sklep”, jeżeli Twoje życie wcale Ci się nie podoba?

Co z tego, że lightworkerujesz i roznosisz światło po świecie, jeżeli potkniesz się o niezawiązane sznurówki?

Słuchasz głosu wnętrza, ale ciało zostawiasz zaniedbanym, bo „to nie dla Ciebie”, „jesteś już ponad tym”…

Te wszystkie 5,6,7… (itd.) „D” są do „D” *** jeżeli tak na prawdę, na prawdę nie żyjesz w zgodzie z sobą, napawając się i karmiąc radością doświadczania – tak po prostu. To takie zabawki umysłu… Klasyfikacje, koncepty…

Nie trzeba bawić się w platformówkę i zbierać punktów…

Co z tego, że wydaje Ci się, że zdałeś jakiś egzamin w szkole dla dusz, jeżeli w praktyce nie umiesz okazać miłości SOBIE w materialnej powłoce? Myślisz, że dusza jest oddzielną od ciała? Tak myśląc, na prawdę nie znasz swojej duszy, bo ona karmi się doświadczaniem każdego wymiaru i koloru życia.

Weź już na luz tym, to nie ma znaczenia. Zamiast szukać egzaminów i testów baw się. Eksperymentuj. Czuj.

Po co Ci wiedzieć, co chce od Ciebie jakiś konceptualny „Bóg” czy jakieś wyidealizowane pojęcie o Duszy, jeżeli nie wiesz, czego TY chcesz?

Weź zostaw to i kochaj życie.

Co z tego, że bierzesz energię innych i w cierpiętniczym zapędzie „czynienia dobra” oczyszczasz ją własnym ciałem nie mając życia, ani sił witalnych? Po co Ci misje dla ludzkości i podobne wielkie „zadania”?

Weź sobie daruj i pobaw się istnieniem. Doceń, posmakuj, doświadcz radości siebie. Bądź standardem – Życiem wcielonym. Inni zobaczą i pokochają życie w Tobie… odnajdą je w sobie. Prawdziwe życie przyciąga życie, jak magnes. Nie chodzi o zbawianie, a o ZABAWĘ!

To nic nie da, że poznasz poprzednie inkarnacje, jeżeli w bieżącym momencie nie możesz nawet tego doświadczenia zrozumieć, gdyż… za mało jesteś obecny TERAZ, a tamte doświadczenia nijak nie mają się do bieżącej chwili.

Jak się coś pojawia – przyjmij z radością. A szukanie… weź sobie odpuść.

Jak jest naprawdę?

Promień słońca zauważony i doceniony,
podmuch wiatru kochający się z włosami,
zapach kropel deszczu na spragnionej życia ziemi
ciepło dłoni
blask oczu
woń kwiatów
TO ŻYCIE.
TO BOSKOŚĆ.
TO POKARM DLA DUSZY.

A to już przeżytek…

3D, 5D, egzaminy, lightworkerzy, drogi do oświecenia, stopnie rozwoju, stare dusze, młode dusze, kosmici, teorie, „wzniesienie”…

Wieje nudą (mówi dusza 😉 ).

Eeee tam… A może lepiej poobserwować niebo?

 

Bo TERAZ jest doskonałe… 

Może lepiej poczuć zapach bzu w nocy,

Może lepiej poodychać z kimś kochanym?

Może wgłębić się w smak kulinarnej przygody, albo odświeżyć oblicze domu?

Może potańczyć w świetle księżyca i zapomnieć o „D”, i o tych wszystkich wzniesionych misjach pomocy ludzkości? Niech pierwotne siły poprowadzą.

Zamiast czytać o Gaji poczuj ziemię pod stopami.

Posmakuj jej darów.

Doznaj mocy żywiołów.

Dusza da sobie radę bez egzaminów, bo ze startu w każdym TERAZ Wszechświat mówi „zdane!”

Zostaw to wszystko i idź się kochać.

Kochać z życiem pod dowolną postacią. Tak jak lubisz.

Nie myśl o tym jak jest „dobrze”, a zacznie Ci dobrze wychodzić, bo na prawdę DOBRZE to tak, jak Ci w sercu gra.

Nie musisz pomagać, nie musisz spełniać warunków, nie musisz nic.

Niech życie niesie, a Ty wiedz, że jesteś doskonały bez tego wszystkiego.

Właśnie tak.

Nic nie trzeba rozdzielać.

Jesteś cały życiem.

Jak już zostawisz za sobą koncepty rozsmakujesz się w zmysłowości życia i zauważysz, że to wszystko samo się najdoskonalej łączy.

Już jest obecna całość TERAZ w Tobie, więc podróże do Źródła i z powrotem to tak na prawdę tylko zabawa.

Nie musisz nic na siłę próbować zrozumieć, czy przenikać widzeniem, bo życie i tak samo pokazuje siebie, jakim jest cały czas.

I tak zobaczysz, wyluzuj.

Możesz sobie myśleć różne rzeczy, ale prawda jest TERAZ.

Oddaj się chwili, która jest.

Zostaw „grzeszne” czy „nieduchowe”… „Wzniesione” też na dłuższą metę jest nudne… Bo kto i czyja miara mówi nam co jest wzniesione?

Zamiast podnosić wibracje mentalnego matriksa odrealnionych przeżyć wygenerowanych przez praktyki będące jedynie ucieczką od siebie – jako CAŁOŚCI – podnieś wibracje ciała – tego, które możesz poczuć.

To uraduje Twoje serce.

Na prawdę – boskość/świadomość/dusza nie szuka wyjścia z świata przeżyć.

To chyba jest najbardziej „milowy krok”, który w tzw. duchowym rozwoju można „postawić”. Rozpoznanie wartości życia samego w sobie, jakim jest.

Zostaw więc to wszystko i żyj. Nie myśl o tych wszystkich pierdołach.

Na prawdę nie trzeba nikogo ratować. I tak każdy sam siebie rozpoznaje i nikt nie przyspieszy drogi drugiej osoby.

Na prawdę można już zająć się tym, co po prostu… fajne, miłe… tym, co Cię faktycznie przyciąga i bawi.

I tak zawsze jest tylko TERAZ, a egzaminy i lekcje to jedynie zabawa umysłu samym sobą.

Dusza JEST i jestestwa doświadcza. Nieskończenie, bez początku/końca.

To takie proste.

Okaż miłość wszystkiemu, co spotkasz, ale niech będzie to miłość taka, jak TY czujesz ją i pojmujesz.

Miłością jesteś, więc nie ma tu od strony duchowej już nic do podnoszenia. Cała gama odczuć, które masz to miłość, jedynie różnie ubrana. Starczy, że obserwujesz i wybierasz.

Nie zawsze miłość jest oczywista.

Tak na prawdę to każda jest inna i patrzy jedną niepowtarzalną parą oczu. W każdej chwili z nieco innej perspektywy… więc pozwól sobie na siebie. Bez ocen i miar.

Spójrz na świat TWOIMI oczami.

Wszystko, co na siłę mija się z celem.

Serafinek

Możesz wesprzeć moją pracę tutaj:

 

Interesują Cię prywatne konsultacje?

Kliknij TUTAJ

 
 
 
 
 

Serafinek

Nie przywiązuj mnie do żadnej z przedstawionych tu tożsamości, gdyż i ja nie jestem do nich przywiązana. Wybieram je ku uciesze z Życia. Jeśli chcesz eksploruj to wyjątkowe przejawienie boskości we mnie, by dogłębnie zbadać swoje. „Kim jestem? Zapytałam siebie. Istnieniem? Marzeniem? Boskim tchnieniem? Nie… JA jestem PŁOMIENIEM.”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here