W życiu doświadczamy różnych etapów, jednak zawsze to co się dzieje jest eksploracją SIEBIE.

JA jestem wszystkim, co moje. Jestem we wszystkich przejawach/aspektach siebie.

Moja esencja mówi przez moje myśli, słowa, czyny, ekspresje.
 
Moja esencja mówi przez moje wybory.
 
Moja esencja wyraża się przez moje ciało, spojrzenie.
 
Każdy aspekt MNIE jest nieco inny i reprezentuje inną twarz piękna.
 
Możemy objawiać się w skupieniu i przepływie. W świadomej kreacji i błogim docenieniu życia celebrując boskość w męskiej aktywności i słodkim otrzymywaniu.
 
Zauważyłam, że charakterystycznym przejawem PRZEPŁYWU w moim wykonaniu jest wieloznaczeniowe i kwieciste, pełne ekscytacji i pasji kąpanie się w własnych słowach.
 
Gdy czuję się świetnie, chciałabym się tym podzielić, a w danym momencie nie mam możliwości takiej w swoim bezpośrednim otoczeniu to siadam i piszę.
 
Nie opublikowałam sporej ilości swoich ekspresji, co możliwe, że zrobię (po prostu wszystko u mnie jest powoli, bo pozwalam sobie żyć wielowymiarowo, a nie zatapiać się w jednej życia dziedzinie). Tak czy inaczej przepływ przeze mnie i radość zwykle objawia się w radosnym wysławianiu siebie.
 
Był taki etap, w którym zaczęłam bać się tego robić (bo moje ekspresje nie wchodziły pod linijkę „dobro”) i zaczęłam wierzyć, że muszę tłumaczyć się w jakiś sposób z tego, co czuję.
 
Zrozumiałam jednak, że życie to uwolnienie,
 
Życie to umożliwienie sobie BYCIA tak, jak chcemy.
 
Wtedy jest doskonale.
 
Dzięki takiemu przyzwoleniu mogłam znów zauważyć artyzm swojej duszy. Znów mogłam zakochać się w ukrytym i skoncentrowanym w mojej esencji potencjale, który pragnie objawić się, pokazać, UCIELEŚNIĆ.
 
Dzięki temu mogłam przestać patrzeć na te wszystkie linijki „dobra”, „poprawności” czy innych norm, które stają się więzieniem.
 
Przecież… JESTEM PIĘKNEM. Jestem w nocy, jestem w świetle dnia.
 
Znów mogłam zauważyć cechy swojego skupienia/męskości: siłę, konsekwencję, przenikliwość oraz swojej kobiecości/naturalnego flow: artyzm, paradoks przeciwieństw, subtelność…
 
Mogłam ponownie zakochać się w swojej bestii – tej pożądliwej doświadczeń, torującej sobie drogę przez pozorne (stworzone dla jej zabawy) przeszkody do swoich celów – by nimi się upajać i pożądać dalej nowych.
 
Słowo „źle” wykreśliłam ze słownika.
 
Źle to mi jest ewentualnie gdy zjem coś ciężkostrawnego…
 
Poza tym wszystko jest dobrze.
 
 
Czy jest jakiś morał w tej historii?
 
Zapewne tak. Zapewne to kolejne przypomnienie, by każdy z nas POZWOLIŁ sobie na siebie. To kolejne przypomnienie, by…
 
PO PROSTU ZAKOCHAĆ SIĘ W SOBIE.
Uwierzcie, Kochani, przejawianie siebie, pełna ekscytacji eksploracja, przebijanie swoich barier to zajęcie na WIECZNOŚĆ.
Nie ma miejsca na nudę czy stagnację.
 
Serafinek

Możesz wesprzeć moją pracę tutaj:

 

Interesują Cię prywatne konsultacje?

Kliknij TUTAJ

Serafinek

Nie przywiązuj mnie do żadnej z przedstawionych tu tożsamości, gdyż i ja nie jestem do nich przywiązana. Wybieram je ku uciesze z Życia. Jeśli chcesz eksploruj to wyjątkowe przejawienie boskości we mnie, by dogłębnie zbadać swoje. „Kim jestem? Zapytałam siebie. Istnieniem? Marzeniem? Boskim tchnieniem? Nie… JA jestem PŁOMIENIEM.”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here