Transformacja to jedyny pewnik w życiu.

Wszystko płynie, zmienia się.

Każdy czas jest czasem zmian, każdy niesie wielkie – małe przełomy.

Dlaczego powstał więc taki „boom”, moda na te wszystkie „Wielkie czasy”, czy „wielkie zmiany”?

Czemu ludzie ekscytują się tak bardzo coraz to nowymi zapowiadanymi „czasami przejścia”, czy też innymi cudami? Wszelkie „czasy ostateczne” i podobne określenia można byłoby z powodzeniem użyć w dowolnych z czasów.

Zawsze coś się kończy, by coś innego mogło się zacząć.

Po co więc ludziom ten sposób myślenia, zamiast radości z bieżącej chwili, która jest tak bardzo wyjątkowa?

Uważam, że ludzie karmią się takimi historiami, by ubarwić swoje życie. Nadać brakującego patosu i pikanterii. Poczuć nieodczuwaną w odpowiedniej dozie podnietę. Chcą poczuć, że ich życie nie jest szare, a oni sami uczestniczą w czymś wielkim, wspaniałym. „Wcielają się w wielkich  czasach” – co mnie kojarzy się bardziej z podbudowaniem siebie (ego) niż faktem. Bo przecież wielkość, ważność to kwestia perspektywy. To po prostu TE, określone w jakiś sposób czasy. Nie większe nie mniejsze niż inne.

Czasem nie potrafiąc czerpać pełni ze swojego potencjału – odnajdujemy go w umyśle.

Zwłaszcza tzw. stare dusze, obdarzone ogromną ilością doświadczenia, tym samym zróżnicowanymi potrzebami, chęcią doświadczenia wielowątkowych przeżyć, czegoś nowego łatwo mogą wejść w taką pętlę. Jeżeli stara dusza nie wykorzystuje pełni siebie, nie ucieleśnia swoich możliwości TU, na planie fizycznym, coraz to bardziej będzie pogrążać się w swój umysł.

Tym samym przeżywanie w nim wielkich historii o wielkich zmianach i uczestnictwie w nich może być jednym z takich sposobów manifestacji siebie.

Tymczasem każde czasy są w jakiś sposób bardzo istotne. Każde czasy niosą wielkie zmiany dla społeczeństwa.

Każde czasy są wielkimi czasami i dobrymi do wcielenia się.

Równie wspaniałe doświadczenie czy wpływ na społeczeństwo (jeśli to nasza potrzeba) możemy mieć w dowolnych czasach.

Jedyną różnicą jest scenariusz. Nie można jednak określić z pewnością, że TEN jest jakiś większy, ważniejszy.

Czy aby na pewno TE czasy/TEN czas jest większy niż inne? Mało to było zdarzeń, przełomów, wielkich odkryć, „końców świata”?

Te wszystkie różne wykresy, wróżby, przepowiednie… Ale czy wcześniej tego nie było, że inni przed nami tego nie doświadczali? Że niby teraz jest coś więcej niż przedtem?

Wiele razy słyszało się o najróżniejszych „końcach świata”… Wiele er w dziejach ludzi kończyło się. Wiele razy coś w społeczeństwie ulegało transformacji.

Umysł ludzki naturalnie tworzy udowodnienie dla swoich konceptów. Wierząc w czasy ostateczne i podobne kwestie naturalnie będziemy znajdować znaki na potwierdzenie tych teorii. To normalne: rezonans, prawo przyciągania, kreacja kwantowa – używając dowolnej nazwy możemy określić to, że myśli manifestują się w świecie fizycznym. Podobne przyciąga podobne, więc jeżeli mamy w umyśle przekonanie o czasach ostatecznych wszystko, co rezonuje z tym przekonaniem (choćby było nawet wierutną bzdurą) objawi się u naszych stóp.

A co z „wielkimi zmianami”?

Tak na prawdę to każdy doświadcza transformacji BEZ PRZERWY.

Zmiana jest PRAWEM życia.

A te szczytne otoczki to tylko zabawki umysłu spragnionego wrażeń (swoją drogą, jeśli zapewnimy zrównoważoną, odpowiednią ilość doznań w każdej płaszczyźnie życia – ta potrzeba zniknie).

TEN czas, TERAZ zawsze jest wyjątkowe, wielkie, wspaniałe.

Każde „teraz” jest inne, każde jest potrzebne. Każdy etap doświadczenia jest częścią wielkich zmian…

Na prawdę nie widzę potrzeby upajania się ekscytacją „wielkich czasów”, szukania tych wszystkich „znaków zmian”, czy poszukiwaniu astrologicznych powiązań mających pokazać, że „tuż, tuż, a stanie się wielki przełom!”… „Jutro przechodzimy z 3D do 5D”… itd. itp. Pełno takich tam mniej lub bardziej zabawnych stwierdzeń.

Każda chwila może dostarczyć nam TEGO. Tego, co potrzebne do mikro-MAKRO zmiany (bo wszystko jest równo- ważne w obliczu nieskończoności).

Lepiej więc skupić się na tym, by żyć w zgodzie z sobą, podarować sobie umiar – równowagę w każdej dziedzinie życia (a umiar oznacza także, że nie dajemy czegoś ZA MAŁO, tylko w SAM RAZ!), a dać sobie spokój z ciągłym poszukiwaniem czegoś wielkiego poza NAMI SAMYMI.

Wszystkie zmiany MAJĄ MIEJSCE TERAZ, w Tobie. Wielkie zmiany to kontinuum istnienia w swojej esencji, lecz także i w prostocie.

Koniec to zawsze początek… Czas to jedynie zabawa. Chodzi jedynie o zgłębianie i poszerzanie świadomości siebie w nieskończonym i nieograniczonym doświadczaniu.

Carpe diem. I tyle.

Serafinek

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here