MY, WCIELONE BOSKOŚCI
(w przepływie ducha, zgodności umysłu, dla błogości ciał)

Przychodzi punkt, w którym to, co jest w tzw. „świecie zewnętrznym” właściwie przestaje nas interesować.

Interesuje nas to, co nas dotyka, to, co przychodzi bezpośrednio do nas, bo wiemy, że to jest część naszego doświadczenia, samopoznania.

Zostawiamy to, co nas nie pociąga, nie ekscytuje, nie syci.

To, co nie jest naszą preferencją przestaje nam się w ogóle chcieć „ruszać”, dotykać uwagą.

Wiemy, że cudze drogi nie są dla nas istotne, podobnie jak cudze problemy nie są naszymi do rozwiązywania.

Chociaż jesteśmy jednością (jeden biegun prawdy), to całość naszego życiowego „zadania” mieści się w jednostce (drugi biegun prawdy – zrównoważenie), którą jesteśmy.

Jesteśmy tak zajęci balansowaniem siebie, realizowaniem siebie, wybieraniem dla siebie tego, co piękne, kochaniem, że nic poza tym nas nie interesuje.

Wiemy, że każda zmiana zaczyna się od wnętrza, od TERAZ – punktu mocy naszej Istoty.

Chociaż dotykamy świata zewnętrznego, żyjemy w nim i aktywnie działamy, to Źródło i siła do tych działań pochodzi z naszego pragnienia.

To pragnienie Życia, ono jest naszą siłą.

Każdy, absolutnie każdy z nas pragnie i kocha Życie, bo Życiem w istocie jest.

Możemy po prostu czasem nie odczuwać tego zablokowani eksploracją zakamarków umysłu, czy mechanizmów świata zewnętrznego, który (jako odbicie lustrzane) pozwala nam zrozumieć na nowo i wrócić do siebie.

W ogóle nie ciągną nas żadne pełne wibracji przerażenia (kłamstwo) czy ograniczeń idee o słabości, męczeństwie, biedzie.

Wiemy, że każda cząstka Wielkiego Organizmu doświadcza siebie i poznaje siebie niezależnie (odrębność), by otworzyć w końcu oczy na nieskończone pole możliwości i wpływu (jedność).

Właściwie wszelkie filozofie, religie, teorie spiskowe, iluzje kryzysów stają się dla nas szare i mętne.

Zaczynamy widzieć, że „jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz” – dostajesz to, co wykreujesz sam swoimi przekonaniami.

Nie obwiniamy już rodziców za wpojenie nam ograniczeń i przekonań o niedostatku. Przecież wybraliśmy to życie, to ciało, tą drogę SAMI. Takie ograniczenia nasze istnienie w swojej nieskończonej mądrości wybrało na punkt startu doświadczeń dla nas.

Podobnie innych.

W pewnym momencie nie chce się nam już tego podważać.

W pewnym momencie bierzemy sobie za standard i absolutną bazę swoje szczęście i samoeksplorację.

W pewnym momencie stajemy się niezależni od osób, ustrojów politycznych, systemów, trendów.

Nie interesują nas.

Jesteśmy sobą, jesteśmy z tym szczerzy i prawdziwi.

Przeżywamy i doświadczamy światła i cienia, jednak w swoim unikalnym zakresie, który nam TYLKO SŁUŻY i to doskonale wiemy.

Widzimy jakie życie jest proste, a jednak nieskończone w możliwościach i nigdy nie dające się znudzić.

Nie nudzimy się sobą, to niemożliwe.

Każdy sygnał poczucia przybicia, znudzenia, marazmu to dla nas po prostu znak: CZAS NA ZMIANĘ, czas dać tej tożsamości umrzeć i pozwolić sobie urodzić się na nowo, ciągle i ciągle tylko w doskonalszej, bardziej klarownej odsłonie.

Asertywność przestaje być problemem.

Siła staje się normą, a momenty słabości dopełniające i równoważące ją – pięknym zgłębieniem i spotkaniem z sobą do przeżycia.

To nie tak, że uciekamy od życia. Nieraz bardzo chętnie wchodzimy w wir zdarzeń i DAJEMY siebie w ekspansywnym „podboju świata”, tworzeniu, realizowaniu dowolnych celów i marzeń – bez ograniczeń (yang).

Czerpiemy jednak mądrość z niewyczerpanego Źródła, toteż mamy miejsce na zatrzymanie, kontemplację i celebrację. (yin) Nic nie dzieje się z rozpędu, wszystko ma swój rytm.

Oddychamy wolnością, którą czasem odbieramy sobie sami, by poznać coś w sobie jeszcze głębiej.

Nie ma jednak nikogo kto może nas zbawić za nas, nas uwolnić, nas obudzić – nie wierzymy też w takie rewelacje.

Wspieramy się wzajemnie i korzystamy z dóbr wymiany, wartości społeczności, jednak nikt nie może nam zaoferować (bo wiemy, że to nie prawda) zdjęcia odpowiedzialności za nasze czyny (karma) czy też zbawienia od „grzechu”. Nikt nie może uwolnić nas od kłamstwa.

Inni mogą dać bodźce. Inni mogą dać nam przykład. Inni mogą podzielić się swoim doświadczeniem i opowiedzieć o tym, jak widzą świat (jak na przykład ja to robię), ale nie przeżyją życia za nas.

Nie pójdą naszą drogą za nas.

Nie zrozumieją naszych potknięć za nas.

Nie odkryją Praw Wszechświata za nas dla nas – mogą jedynie być lustrem, podobnie jak cała reszta istnienia, w którym przeglądając się w końcu dojrzymy siebie.

Nie przejmujemy się nadmiernie zdaniem innych, choć wiemy, że jeżeli pojawia się coś w naszym świecie to jest nam potrzebne i służy. Nie jest nigdzie dokładnie powiedziane CZEMU służy – zawsze jednak chodzi o poznanie siebie.

Co dokładnie ma pokazać nam interakcja jest inne dla każdej. Każde zdarzenie i każde spotkanie ma inny (choć zawsze ten sam – poznawanie siebie) cel. Zawsze dowiadujemy się czegoś innego, poznajemy inną perspektywę.

Nie można powiedzieć, czy to, co mówią nam inni świadczy o nas czy o nich – tak na prawdę, to w pewnym stopniu o każdej ze stron, jednak wiemy, że każda taka interakcja jest unikalna.

W pewnym momencie zaczynamy też rozumieć, że równie ważna jest Droga i Cele.

Nie musimy oddawać się przepływowi, możemy wybierać (yang)
Nie musimy jednak rozpaczliwie dążyć, możemy iść w poddaniu i zaufaniu (yin).

Już wiemy, że życie ma etapy i splot energii yin i yang (żeńskiej i męskiej) w danym momencie może być inny dla każdej osoby.

Wiemy jednak, że szczęście jest w balansie, więc dbamy o niego jak o najwyższą świętość.

Tacy właśnie jesteśmy na prawdę, a prawda po prostu czeka na ucieleśnienie.

Niektórzy nazywają to przebudzeniem, inni Nową Ziemią, pewnie nazw znalazłoby się więcej…

Ja powiem – my, świadoma cywilizacja Bogów w Ciele.

Kształtujemy się jeszcze, uczymy o tym, jak znajdować się we wspólnej interakcji, uczymy się jak chcemy by wyglądał świat. Z każdym dniem poznajemy swoje preferencje.

Pewnego dnia każdy z nas stanie się zdrową komórką, każdy z nas stanie „na miejscu”.

Wyłonią się nasze prawdziwe profesje – będą to pasje dusz.

Wyłoni się system, który zaaprobujemy zgodnie, choć świadomi odmienności, ale każdy znajdzie tu miejsce.

Wyłonią się artyści, którzy będą dzielić się pięknem swojej esencji

budowniczy, inżynierowie, którzy wykreują w inicjatywie ducha piękną przestrzeń do zasiedlania

nauczyciele, którzy wydobędą potencjały Mistrzów

uzdrowiciele, którzy będą przywracającymi balans tym, którzy na chwilę ulegli słabości, traktując ducha, ciało i umysł jako całość istoty

liderzy – koordynatorzy, przywódcy, którzy będą służyć całości, słuchając jej głosu ale nie trudząc każdego do organizowania czy zastanawiania się nad zarządzaniem społeczeństwem i grupami społecznymi.

To nie proroctwa, to nieuchronne, bo wejrzywszy w prawdę wnętrza widać to jak na dłoni.

Wszystko, co nie jest nami upadnie, bo taka jest kolej życia, taka jest droga ewolucji.

To co słabe wymiera, a kłamstwo jest słabe. Siła jest w prawdzie.

Potrzebne nam doświadczenia muszą się po prostu wypalić, zaistnieć, odbyć się dla każdego, by móc zdefiniować (na poziomie jednostki i społeczeństwa):

TYM JESTEM, a to zostawiam. TYM JESTEŚMY, a to zostawiamy.

My wszyscy jesteśmy tym, co doskonałe, gdy jesteśmy w zgodzie z sobą.

Jedyną drogą jest wybierać dla siebie Życie, a my to wiemy.

Pozwalamy doświadczyć innym częściom Organizmu wszystkich procesów – żyjemy i pozwalamy umrzeć (temu, co umrzeć musi), bo wiemy, że Wszechświat naturalnie sam zaprowadza w sobie perfekcyjny ład.

Nikt nie zbawi nas, a my nie zbawimy nikogo. Każdy przechodzi swoje procesy sam.

Serafinek

Możesz wesprzeć moją pracę tutaj:

 

Interesują Cię prywatne konsultacje?

Kliknij TUTAJ

Serafinek

Nie przywiązuj mnie do żadnej z przedstawionych tu tożsamości, gdyż i ja nie jestem do nich przywiązana. Wybieram je ku uciesze z Życia. Jeśli chcesz eksploruj to wyjątkowe przejawienie boskości we mnie, by dogłębnie zbadać swoje. „Kim jestem? Zapytałam siebie. Istnieniem? Marzeniem? Boskim tchnieniem? Nie… JA jestem PŁOMIENIEM.”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here