Pierwszy z artykułów opowiadający historię mojej podróży i mojego spojrzenia na prawdziwie świadome życie.

Zapewne wiecie już, jeżeli czytaliście moje wcześniejsze artykuły, że jeżeli miałabym zdefiniować rodzaj duchowości, jaką wybieram jako swoją drogę można byłoby użyć słów: WCIELANIE lub UOSABIANIE.

Wszelkie systemy odrywania się od ciała, czy od „tego świata”, wszelkie metody na „powrót do domu” to nie dla mnie.

Ja wybieram TEN świat, wybieram się w nim zakorzenić, wybieram przelać nań swoją duszę. Moim „duchowym targetem” (jeżeli w ogóle uznawać, że takowy istnieje) jest emanacja mojej esencji w CIAŁO.

Może trochę nieszczęśliwie (w moim pojęciu nie do końca trafnie) nazwane w niektórych źródłach pisanych „wniebowstąpienie”, czyli zabranie swojego ciała pod swoją wolę/ spojenie z duszą.

Możemy spotkać się z tą teorią w przekazach np. Ramthy czy Adamusa.

Nie jest zapewne także tajemnicą, że od sporego czasu sama pozostaję w kontakcie z tzw. Aniołami – pojmowanymi jako wcielone/wniebowstąpione istoty – Elohim (wcieleni Bogowie).

Oczywiście każdy ma swoje teorie oraz wiarę w danym temacie. Nie ma to mimo to większego znaczenia.

Nie zależnie czy pojmujesz Życie naukowo

  • fizyka kwantowa – jestem świadomością/jaźnią/obserwatorem, który projektuje swój świat aktem obserwacji

czy może patrzysz trochę bardziej New Age’owo

  • jestem Bogiem obserwującym siebie w doświadczeniu

czy może widzisz to bardziej w klimatach, które nazwałabym „anielskie”:

  • podróżuję przez wcielenia z Duszą, która doświadcza, by wrócić „do domu”

możesz zastosować moje porady.

Paradoksalnie wszystkie powyższe spojrzenia pokrywają się z moją percepcją, z tą różnicą, że dla mnie „do domu” oznacza DO SIEBIE.

Dla mnie to „ostatnie wcielenie” to nie takie, które poprzedza wejście w jakiś inny, anielski wymiar zwany „domem”, a raczej zjednoczenie SIEBIE w jedną integralną, świadomą całość „JA JESTEM” i uosobienie.

Zamiast „wniebowstąpienie” ja powiedziałabym „na ziemię zstąpienie”.

Dusza w glorii chwały i pełni zstępuje na ziemię by „zająć” ciało w całości.

Nieśmiertelność – to też dość powszechna nazwa, choć (w moim pojęciu mylnie) włożona między bajki.

Wniebowstąpienie w sumie mogłoby być trafionym określeniem, jeżeli uznamy stan BYCIA SOBĄ i ŻYCIA PEŁNIĄ jako Niebo. Tak w sumie i dla mnie pasuje.

Nasze kochane ciałko staje się „ciałem uwielbionym”, przestaje być jedynie okrętem dla duszy.

Nasze ciało przestaje być pomostem, a staje się HOLOGRAMEM DUCHA.

Nasze DNA całkowicie zaczyna podlegać Woli.

Ciało podnosi wibracje i w połączeniu z czystym świadomym umysłem, uświadomieniem i zrozumieniem własnej nieograniczonej natury i w zgodności z prowadzeniem Duszy/esencji po prostu staje się wiecznie zdrowe, z czasem całkowicie plastyczne – odporne na śmierć.

Po prostu przychodzi punkt, w którym kasowanie wspomnień duszy zaczyna nam się nudzić i chcemy doświadczać tak.

Właściwie od początku mojej ścieżki duchowej „na poważnie” to było moim celem, pragnieniem. Wcześniej była chyba tylko religia (standardowo katolicyzm), okultyzm i wicca (jako etap wstępny poznania świata ducha) – natomiast około 10 – 12 lat temu (także wtedy rozpoczął się mój kontakt z Elohimami) nieśmiertelność wyżej zdefiniowana stała się moją drogą/celem. Po drodze pozyskiwałam też wiedzę z dziedzin biologii, fizyki, psychologii, jako dopełniający pierwiastek całości, czego potrzebuję.

Po drodze także błędnie myślałam, że każdy kogo spotkam podzieli mój entuzjazm i moją wielką „Eurekę”, podnietę „tak, tak! TO jest Droga, Prawda i Życie!”, okazało się jednak, że życie dało mi solidną nauczkę i niejednokrotne utarcie nosa mówiące:

KAŻDY IDZIE PO SWOJEMU. TOBIE NIC DO TEGO. Jeżeli ktoś woli umierać za życia to jego sprawa – nie ratuj, nie zbawiaj, nie zagłębiaj się w tym.

I dobrze. Ja idę po swojemu.

Już jakiś czas temu pisałam na fanpejdżu na Facebooku, że chcę trochę zmienić klimaty na stronie.

Otóż to prawda. Po prostu zabieram się do tego bardzo powoli (co jest charakterystyczne, gdy wyzbywasz się iluzji „braku czasu” przestajesz się z czymkolwiek spieszyć). Powoli niech się dzieje. Eksperymentuje sobie i bawię się sprawdzając co daje mi największą przyjemność i zysk (w pojęciu energetycznym).

Po drodze doświadczenia definiują moją preferencję i formują:

Tak, Aniu – tędy. Nie, tędy nie – będzie bolało.

Zapewne zauważyć można, że moje wpisy są chaotyczne podobnie jak strona. To także u przyczyny ma to, że eksperymentuję.

Szukam jak podoba mi się. Szukam co da najlepszy efekt.

Dodatkowo zawsze lubię czuć, że jestem gotowa na podejmowany krok, a nie działać z rozpędu i roztrwonić swój potencjał na nonsens. Jakość – to moje motto.

Po prostu pojęcie jakości musi jakoś nabrać definicji, a ja narazie zbieram potrzebne do tej definicji doświadczenie.

Postanowiłam sobie popisać trochę o tej mojej ścieżce. Chcę podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami dotyczącymi drogi uosabiania.

Uformuję to pewnie w serię artykułów, być może e – booka – czas pokaże, jak poczuję.

Wiele mam pozaczynane tutaj – ale właśnie taka moja dewiza: NIE SPIESZ SIĘ – życie to „wieczne teraz”. Spieszyć można się do grobu.

Moje kochane „aniołki” zawsze powtarzają mi: „czasu to mamy pod dostatkiem”. „Nieśmiertelny się nie spieszy”, a moja intuicja mówi, że to dobre pojęcie życia.

Słucham więc. I jest dobrze.

To na początek. Z czasem będę dzielić się spostrzeżeniami z każdej dziedziny życia:

  • sport i kultura fizyczna
  • seksualność
  • medytacja/praktyki duchowe
  • emocje
  • odżywianie…

Myślę, by spisać moje doświadczenie w poradniki, e -booki – jak mówię, jeszcze nie wiem.

Po prostu nie mam zamiaru  już ograniczać się z pisaniem – wcześniej przyznam po cichu – robiłam to.

Trochę bałam się, że zostanę uznana za „świra”. Trochę mi też zajęło zauważenie, że nie wszystko, co ludzie mówią trzeba przeżywać i brać do siebie.

Musiałam rozprawić się z nadmiernym przejmowaniem się, strachem przed błędną interpretacją, hejtem, historyjkami o „przerostach ego” itp., schematycznymi pojęciami „dobra” itp. itd.

Musiała moja wewnętrzna delikatność nauczyć się spokojnie obok tego przechodzić, zamiast wyciągać tarczę, czy co gorsza stawać do walki.

Musiałam nauczyć się sporo, a zapewne po drodze wyjdzie, że jeszcze więcej, by móc stanąć otwarcie, jako JA, tu gdzie jestem i… podzielić się tym, co także jest moją głęboką potrzebą.

Musiał ustabilizować się mój system wartości oraz musiałam zasmakować cudownego Życia w zgodzie z sobą.

Dlatego, jeśli ktoś ciekawy dalszej historii – zapraszam do czytania. Zapraszam również do lektury poprzednich treści, które obrazują moją drogę.

Oczywiście nie obiecuję, że cokolwiek będzie szybko, ale z pewnością będzie, bo nie czuję chęci zaprzestania tej zabawy.

Serafinek

 

Możesz wesprzeć moją pracę tutaj:

 

Interesują Cię prywatne konsultacje?

Kliknij TUTAJ

Serafinek

Nie przywiązuj mnie do żadnej z przedstawionych tu tożsamości, gdyż i ja nie jestem do nich przywiązana. Wybieram je ku uciesze z Życia. Jeśli chcesz eksploruj to wyjątkowe przejawienie boskości we mnie, by dogłębnie zbadać swoje. „Kim jestem? Zapytałam siebie. Istnieniem? Marzeniem? Boskim tchnieniem? Nie… JA jestem PŁOMIENIEM.”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here