Jak to jest z tym ego? Mity i legendy miejskie krążą po świecie – najróżniejszej maści. Brak wiary we własną zajebistość jest ich prowodyrem…

Dzisiaj się wkurzyłam. Ot tak. I ch*j bąbki strzelił – już od dziś będę nieoświecona.

Jako, że żyję w mocnym postanowieniu „jestem tu dla siebie, a nie żeby się ograniczać” wyrzucę co leży zamiast brać na wątrobę…

Oświecone ego, nieoświecone ego, takie ego, owakie ego…

Ego bogacza, bo ma więcej.

Ego biedaka, bo jest „taki dobry i nie potrzebuje tych plugawych pieniędzy do szczęścia”

Ego „mam dużego smartfona/samochód/dom”

Ego „ja nie mam wcale smartfona/samochodu/domu (w domyśle: jestem lepszy od tego, co ma)”

Ego super kochanki/kochanka – „ja mam wszystkich”

Ego cnotki/chłoptasia – „ja tam trzymam swoją cnotkę i jestem LEPSZY niż ci co uprawiają ten plugawy seks”

Ego artysty/twórcy „jestem zajebisty ja i moje dzieła”

Ego kury domowej/pracusia etatowego „ja to dobrze pracuję na ten dom, nie to co ci co bujają w obłokach”

Ego twardo stąpającego po ziemi „ja coś robię, a nie to, co te ciołki co siedzą i medytują”

Ego oświeconego „ja jestem oświecony i medytuję, a nie to, co te ciołki ciągle zapier**lają”

Ego mędrka teoretyka „ci co zarabiają na rozwoju duchowym to dopiero ch**e, ja jestem jednością ze wszystkim i wszystko robię za free więc jestem lepszy”

I tak dalej, i tak dalej…

Wyrzucanie ego, akceptowanie ego, walka z ego, sr*nie z ego to także przejaw ego walczącego z sobą samym, by w końcu osiągnąć ten szczyt zajebistości i stanąć w triumfalnej ego-pozie: JA NIE MAM EGO! Hurra! Hurra! Hurra!

Ego mówiące: JA jestem ponad tym. Mnie te ludzkie przywary nie dotyczą (a głęboko, po cichutku mówi ego: „więc jestem lepszy”).

Ja tam nie odczuwam już tych emocji, już mam przepracowane.

Ja już latam po firmamencie i mnie się ego nie ima…

 

Wszystko to różne odmiany ego.

Jestem fajny, bo mam, jestem fajny, bo nie mam…

A może po prostu uznajmy, że wszyscy jesteśmy fajni, wszyscy jesteśmy tam, gdzie mamy być i jesteśmy zajebiści w swojej wyjątkowości?

A niech tam. Niech się ego cieszy.

Powiem szczerze, że zawsze byłam zdania, by być zajebiście, żyć zajebiście i nie wstydzić się tego.

Dopiero od czasu mojej przygody ze światem „duchowości” zaczęłam trochę się tłumić. Ugięłam się pod tym pozowaniem na dobro. Trudne, lecz cenne doświadczenie. Trudne, bo tłumienie się bardzo boli.

Jakieś mity i legendy o przeroście ego do mnie docierały:

  • a to, że zachowuję się jak księżniczka (lubię wyrażać jasno czego w danym momencie chcę)
  • a to, że mówię o sobie za dużo (a na kim mam koncentrować uwagę jak nie na sobie?)

Albo, że za dużo/za mało czegoś robię.

Jesteśmy istotami, żyjemy w przepływie. Doświadczamy różnych perspektyw i wszystkie są nam potrzebne.  I dobrze.

Lepiej cieszyć się tym smartfonem, kochankami, seksem, wytworami naszych rąk… Bo po to tu jesteśmy. PO TO. Oczywiście możemy też CHCIEĆ ograniczeń, ale wtedy będziemy z nimi czuć się świetnie, nie przyjdzie nam do głowy myśleć, że jak czegoś nie mam to jestem lepszy. Po prostu wybieram takie doświadczenie i tyle. I jest zajebiście.

DOŚWIADCZANIE, ZABAWA ŻYCIEM – to przejawy naszej esencji.

Wolę osobiście radość z tego, że mam niż udawaną radość tym, że nie mam a dlatego jestem lepszy, bo sobie bez tego radzę.

To taka defensywa niedowartościowanego ego.

A ego czy takie czy owakie i tak pozostanie. Gdzieś tam się objawi. I dobrze!

Wyzbądźmy się poczucia „bycia gorszym” a odejdzie poczucie „bycia lepszym”.

Po prostu: JESTEŚMY ZAJEBIŚCI. Wszyscy. Rozkoszni. Smakowici. Soczyści.

Mniam.

TAKA jestem zajebista. Ty też, może jedynie jeszcze tego nie wiesz.

Weź w ch*j wypiernicz te wszystkie fałszywe mniemania o swoim/innych niedomaganiu.

Bądźmy na „TAK” sobie.

Dzięki temu będziemy na „TAK” innym.

Lepiej powiedzieć sobie:

I kurde dobrze, że mam smartfona – miło mi się używa. I kurde dobrze, że mam kochanków – fajnie się doświadcza. I zajebiście, że zarabiam na tym, co sprawia mi przyjemność  – świetnie się z tym czuję. I kurde dobrze, że doszłam do jakiś tam wniosków dotyczących własnej osoby – radość, radość, radość mi z tego!

I radość, radość wszystkim, co MAJĄ. Radość wszystkim, co są.

Ci co mają z wyzysku wcale się tym nie cieszą. Oni wcale nie smakują swojej zajebistości, żyją w lęku przed stratą swojego imperium z kart.

Ci co są nieprawdziwi i stwarzają pozory piękna też się wcale tym nie cieszą, tylko boją się pokazać siebie z obawy przed wyszydzeniem, brakiem akceptacji.

Oni tak na prawdę NIE MAJĄ. Oni tak na prawdę NIE SĄ.

Tak samo z tymi, co NIE MAJĄ  i jęczą.

A jak ktoś chce niedomagać to z dala od nas. Jak MY przestaniemy narzekać i marudzić innym też się znudzi. Jak niedomagających życiowo zostawimy ich samym sobie na jęczenie to szybko im przejdzie.

My działajmy tak, jak czujemy, że w danym momencie jest zajebiście.

Nauczmy się cieszyć, rozkoszować, smakować, i bezwstydnie uwielbiać siebie.

Nauczmy się tego, a „inni” staną się dla nas radością, rozkoszą, smakiem i powodem dla bezwstydnego uwielbienia.

Mmmmniam. Rozkosznie. Drapieżnie. Pożądliwie. Przyjemnie. Zalotnie.

Mmmmniam. Smaczne ego. Mmmmniam. Smaczne inne istnienia.

To jest MÓJ „potworek”.

Nieraz wolałam go bić, bo myślałam, że dużo chciał, bo inni mówili,  że to „nieładnie” tyle chcieć.

Chyba wolę jednak teraz powiedzieć: „TO mój potworek. Jest ZAJEBISTY. Mrrrr – może pokażesz swojego i pobawimy się razem?”

A dlaczego wszyscy nie możemy po prostu MIEĆ? Po prostu BYĆ tym kim chcemy, jak chcemy?

Ubóstwo, bylejakość, fałszywa dobroć (udawanie fajnego w imię czegokolwiek choćby nawet „pomocy ubogim” zamiast po prostu przyznania się do BYCIA fajnym w każdym przejawie życia) to PROGRAMY.

Można TERAZ się obudzić, powiedzieć sobie „TAK” i iść tam, gdzie nam dobrze. Wziąć odpowiedzialność i zacząć działać jak nam dobrze.

Oczywiście wcale nie uważam, że jeśli ktoś nie ma czegoś to jest źle. Sama nieraz przeżywałam różne ciężkie chwile.

Sama przeżywałam i biedę i poczucie beznadziei i te wszystkie braki o których mówię.

Każdy jest we właściwym momencie życia, ALE jeśli cokolwiek nam nie pasuje to znaczy, że TEN WŁAŚCIWY MOMENT jest na to by ruszyć piękny tyłeczek i to zmienić.

Jak coś Ci nie pasuje to znaczy, że to nie TY.

Owszem, jesteś właściwy. Ale jeśli coś Ci w Twoim życiu nie pasuje to Wszechświat mówi Ci: TO NIE TY.

TY kochasz siebie. Uwielbiasz, rozpływasz się w sobie. Twoim największym marzeniem jest patrzeć na SIEBIE całą wieczność. Obserwować i napawać się SOBĄ.

Mniam.

A jak widzisz coś, co nie jest fajne to znaczy, że uwierzyłeś w jakieś ograniczające kłamstwo o sobie.

Jak chce Ci się pierdzielić i szukać ego jak wiatru w polu, by je wypleniać czy tam robić mu jakieś terapie to znaczy, że nie zauważyłeś jeszcze czegoś najbardziej we Wszechświecie zajebistego na swoim horyzoncie:

CIEBIE.

Jak ja pragnę objawiać siebie całą, nieskrępowanie i rozkosznie.

Jak ja pragnę doświadczać PRAWDZIWYCH objawień nieskończoności wolnych od kłamstwa fałszywej niższości lub wyższości (jeden grzyb, wszystko to jedno i to samo).

Jak ja pragnę świata gdzie JESTEŚMY soczyście i każdy tak, jak lubi. Bez wstydu i uciekania w zakłamanie o niedostatku.

Niech się dzieje.

CHCĘ! (jak na księżniczkę przystało) I JUŻ!

A na niewinność też jest miejsce. I na słodycz. I na delikatność.

Tylko, że wtedy to piękne, kiedy prawdziwe, a nie zgubione w pogoni za tym jak być najbardziej dobrym, czy najbardziej oświeconym.

Kiedy ma być delikatność – objawi się sama i będzie zajebiście (choć może tu powinnam użyć słowa „wspaniale, cudownie”).

Kiedy ma być słodycz objawi się sama, naturalnie, jak świeżo rozkwitający kwiat.

Tyle, że w świecie, gdzie jesteśmy sobie na „TAK” nikt nie będzie się zastanawiał nad tym wszystkim, to po prostu będzie się działo.

Jak będziemy po prostu obecni to skończą się te dylematy, a świat zasiedlą wcieleni BOGOWIE w glorii i chwale, zamiast niedojd czy udawaczy.

Nic nie trzeba udawać.

 

Powiedzmy więc sobie „TAK”. Ja powiedziałam sobie tym tekstem. I wiecie co? Przeszło mi. Wątroba ocalona.

Świat znów smakowity.

 

Serafinek

 

 

 

 

 

 

 

Serafinek

Nie przywiązuj mnie do żadnej z przedstawionych tu tożsamości, gdyż i ja nie jestem do nich przywiązana. Wybieram je ku uciesze z Życia. Jeśli chcesz eksploruj to wyjątkowe przejawienie boskości we mnie, by dogłębnie zbadać swoje. „Kim jestem? Zapytałam siebie. Istnieniem? Marzeniem? Boskim tchnieniem? Nie… JA jestem PŁOMIENIEM.”

2 KOMENTARZE

  1. Nic dodać nic ująć – znakomita wewnętrzna rozmowa, oczyszczająca ze sztucznych problemów/programów nie akceptacji i walki polegających na atakowaniu podstaw własnej istoty (czyli doświadczenia „Ja”, będącego sposobem doświadczania tego, czyli jedynego właściwego życia – zawsze teraz, a nie tam gdzie nas nie ma -szukając dobra:) Przy okazji przypomina się – Księżniczka na Ziarnku Grochu jako metafora (test) dostojeństwa, wynikającego właśnie uznania siebie za podmiot, naturalnie zasługujący na wszelkie dobra, co wynika z miłości własnej, czyli miłości do jedynej istoty, przez którą się doświadcza na wiecznej drodze życia – czyli zbierania tego całego doświadczenia. Wszystko tu jest proste -po co się nie sięgnie tego się nie doświadczy i tyle. Wolność to kwestia indywidualna.. Każdy wybiera za kogo siebie uważa i wg. tego (tworzonego) obrazu animuje swoje doświadczenie. (Zdrowa istota naturalnie dąży do dobra, a dla.. Dla Boga nie ma nic nie możliwego 🙂 Podróż dla podróży, doświadczenie dla doświadczenia, sztuka dla sztuki.. (co razi tych, którzy uwierzyli w niewolnicze uwarunkowanie nie rozumiejąc tego, że świat to pole nieskończonej możliwości i gdyby nie pragnienie postępu, wygody, ulepszania.. to nic by się nie zmieniało.. dla wszystkich.. Bo to co elitarne z czasem staje się masowe:-) Dziękuję i Pozdrawiam Serdecznie!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here