Równowaga przejawia się we wszystkim: także w postrzeganych przez nas cechach osoby. Każdy ma „wady” i „zalety”, czy też blaski i cienie. Z czasem i rozwojem osoby OBA aspekty pogłębiają się jednocześnie, toteż i te „dobre” cechy nabierają więcej patosu i te „złe” więcej ciężkości.

Nie jest tak, że z czasem stajemy się tylko coraz bardziej „świetliści”. Z czasem i doświadczeniem stajemy się po prostu GŁĘBSI, bardziej odczuwalnie wielowymiarowi, co wiąże się także z tym, że i to, co nieprzyjemne staje się bardziej uporczywe.

Po prostu nasz umysł rośnie – tym samym zarazem jego użyteczność i… zdolność sabotowania swobodnego przepływu życia, czerpania radości z „teraz”.

Poznając i zgłębiając siebie, uświadamiając się mocniej o samym sobie odkrywamy coraz więcej po obu stronach medalu. Stajemy przed stopniowo coraz większym wyzwaniem: zaakceptować i objąć wszystko to w sobie. Niezależnie czy miłe, czy nieprzyjemne.

Rozwój nie ma końca – jako, że nie ma końca możliwość poznawania.

Bez końca możemy się czegoś uczyć i coś integrować. Sposób jest jednak zawsze TEN SAM:

– z serca – ukochać siebie na każdym kroku i okazać wyrozumiałość i akceptację dla własnych uczuć

– z rozumu – dać sobie czas na poszufladkowanie wszystkiego, na zrozumienie i zakończenie doświadczenia także na poziomie umysłu

– zawsze, bez wyjątku ZAUFAĆ w to, że wszystko układa się na naszą korzyść.

Umysł można okiełznać zawsze tak samo. Wiarą, miłością, zaufaniem…

Wypełniając się tymi przymiotami, biorąc je za swoje zostaje nam to, co korzystne, czyli rozwinięty i gotowy do pracy UMYSŁ będący narzędziem, a nie naszym panem.

Sekretem jest właściwe go ukierunkowanie, nie tyle stłumienie. Chodzi o to, by nauczyć się korzystać z niego, a nie cierpieć w skutek natłoku myśli. To właśnie cała sztuka.

Skąd wiem?

Sama doświadczyłam. Sama nieraz jestem zadowolona z „współpracy” z moim umysłem, a nieraz nim przytłoczona. Zauważyłam jednak, że niezastąpione jest stare, dobre stwierdzenie:

UFAM. JEST (i będzie) DOBRZE.

Taka postawa pozwoli nam, niezależnie od tego jakie kwestie będziemy mieli do „przerobienia”, być spokojnym we wnętrzu. Spokój ten wynika właśnie ze świadomości mechanizmów działania Wszechświata, z mechanizmów działania nas samych.

Podsumowując – nie ma co martwić się tym, że pomimo doświadczenia, wiedzy, pracy czy też upływającego czasu ciągle nam coś „wychodzi” na wierzch, ciągle coś jest „nie tak”.

To całkowicie naturalne – bez tych pozornych wad, przywar życie nie miałoby smaku.

Rozumiejąc to zauważymy, że wszystko jest w rzeczywistości „TAK”, i jak najbardziej w porządku i na miejscu. Wszystko jest dokładnie i perfekcyjnie właściwe, będąc częścią doskonałości życia.

A może dzięki temu zrozumieniu będziemy też bardziej wyrozumiali dla innych?

Serafinek

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here