Każdy z nas choć raz zadał sobie pytanie: DLACZEGO? Dlaczego ja? Jest także tak wiele poglądów i sposobów na radzenie sobie z trudnościami, które niesie życie. Pragnę przytoczyć Wam moje prywatne przemyślenia i doświadczenia (w końcu po to jest blog, prawda?) w temacie. Niech mądrość z nich płynąca NAM służy! 🙂

Nie będę tym razem”dopracowywać” tekstu – niech będzie jak jest: naturalnie. Przytoczę moją notkę z fanpejdża, która stanie się punktem wyjścia:

Od dawna nic nie pisałam – jednak nie oznacza to, że nie będę 😉

Pragnę wytłumaczyć się i od razu przy okazji poprosić Was o pozytywne intencje (miłości i pozytywnie ukierunkowanej energii nigdy za wiele) w mojej sprawie, która bieżąco odciągnęła mnie od pisania.

Mam córeczkę (jeszcze nienarodzoną) z wadami serca. Lekarze rokują kiepsko, ale wiem, że nic nigdy nie jest przesądzone – moim pragnieniem jest to, by urodziła się żywa, zdrowa i mogła normalnie żyć.

Muszę teraz częściej „tułać się” po szpitalach i najróżniejszych klinikach, więc niestety nie zdążyłam dokończyć ani tych artykułów, o które mnie prosiliście, ani ok setki innych napoczętych… Nie zdążyłam także, a może bardziej: nie myślałam o tym, by jak zwykle dzielić się efektami codziennych przemyśleń i doświadczeń (których jest oczywiście wiele)…

Oczywiście mam zamiar kontynuować pisanie, bo to potrzeba mojego wnętrza, poza tym przecież mam książkę do skończenia i wydania, wiec co jak co – wszystko to jest częścią mnie.

Po prostu czasem musimy skierować, skupić uwagę na jednym zagadnieniu, by wesprzeć je maksymalnie swoją siłą zarówno fizyczną i duchową.

Nie znaczy to jednak nigdy, że „reszta” życia idzie w odstawkę – to taki wniosek dla każdego.

Wystarczy zaufać, że wszystko toczy się właściwym torem i nie rezygnować z siebie i tych planów, które są głęboko zgodne z nami, jednocześnie czerpiąc i przeżywając maksimum z każdej chwili.

Proszę więc o wyrozumiałość i jeśli macie chęć – wsparcie pod postacią pozytywnych intencji dla mnie i córeczki – konkretnie zwłaszcza potrzeba nam SIŁY, także tej literalnie fizycznej, by wszystko ułożyło się najlepiej (czyli po mojej myśli) 🙂

oraz kolejny post:

Tak w kwestii bieżących moich doświadczeń (poprzedni post) pragnę podzielić się z Wami wnioskami, które zawarłam w komentarzu niżej, jednak uważam je za na tyle wartościowe, by „wrzucić” w poście, bo może komuś się przydadzą, zwłaszcza tym, którzy przeżywają jakiś trudny moment swojego życia.

Mianowicie otrzymałam bardzo wartościowy komentarz, który pokazuje ważny aspekt doświadczeń o którym nieraz zapominamy: „NO to masz bardzo trudne doświadczenie wg mnie chyba najtrudniejsze jakie można doświadczyć na Ziemii… czasami się zastanawiałam..wszyscy dają Dobre rady jak nieidentyfikować się z cierpieniem..uczuciami… tłumaczą że przecież wszystko jest zgodne z duszą wola boską i przecież powinniśmy być tacy wdzięczni za Wszystko… Ale bądź tu taki mądry i ponad uczucia gdy krzywda się dzieje twojemu dziecku….Mam nadzieję że będzie dobrze i nie będziesz musiała sprawdzać tego w doświadczeniu…”

Tu daję moją odpowiedź:

„Ja wierzę w wieloaspektowość każdego (w tym tego) doświadczenia. Z jednej strony przeżywam je emocjonalnie i stabilizuję myśli negatywne, lęk, bo wiem, że one nie są elementem kreacji tego, czego pragnę. Wypuszczam emocje, ewentualny płacz itp, by mogły odejść, a moje zaufanie i dążność do celu (zdrowie dziecka i własne) było niezachwiane.

Nie jestem może literalnie „wdzięczna”, bo to byłoby sztuczne, jednak staram się dostrzec mądrość i pozytywy nawet i takiego doświadczenia. Zauważyłam, że dzięki temu „nożowi na gardle”, który w pewnym sensie mam, nauczyłam się jeszcze bardziej doceniać każdą chwilę, zaobserwowałam, że dzięki temu potrafię okazać jeszcze więcej miłości drugiej córeczce, która jest zdrowa i energiczna, a także więcej wysyłam i mocniej się skupiam na miłości do tej jeszcze nienarodzonej.

Od razu skierowałam swoją kreację/uwagę na to, co ważne – znając zasady działania, mechanikę wszechrzeczy staram się zachować „zimną krew” i skupiać się na efekcie. Otrzymałam też bardzo użyteczne zwrócenie uwagi w komentarzu od jednej z Was nt. potencjalnych przyczyn tej dolegliwości – gdyż może być w tym ziarno prawdy – jestem samotną matką i nie wszyscy w moim otoczeniu byli zachwyceni nadchodzącymi narodzinami.

Ja dzięki temu wszystkiemu oraz wsparciu od Was (którego nie spodziewałam się w takiej ilości biorąc pod uwagę ilość komentarzy pod artykułami normalnie) czuję jeszcze większą łączność z dzieckiem i lepiej udaje mi się pozostać konsekwentną i stabilną w tym właściwym podejściu (czyli nadziei).

Poruszasz jednak bardzo ważną kwestię, na którą staram się zwrócić uwagę moimi niektórymi tekstami – nie zawsze da się ( i nie zawsze powinno) porzucać „ego” i jego odczucia oraz być takim wyczyszczonym z „przemijających” emocji. Po to tu jesteśmy i doświadczamy, by dać dotknąć swojemu wewnętrznemu nieprzemijalnemu Źródłu wszystkiego: bólu i radości… Dlatego jestem wdzięczna za Twój, tak bardzo odzwierciedlający LUDZKĄ naturę komentarz 🙂 <3

Na prawdę czytam to wszystko, kontempluję, a jestem osobą bardzo mocno biorącą do siebie i mocno przeżywającą to co mnie otacza, łącznie z reakcją na moje teksty. Fakt faktem – nauczyłam się już trochę „stoicyzmu” i odporności, jednak obok świadomości i jakiejś tam mądrości płynącej z wnętrza mam dalej te ludzkie, kobiece emocje – obok zachwytu życiem czasem zdarza się i ból. Cóż – w mojej głowie pozostaje niemal stała wizualizacja, że córeczka rodzi się żywa i zdrowa 🙂 <3

Przyznam jednak szczerze, że w pierwszym spotkaniu z informacją niemal zemdlałam, nie mogłam powstrzymać łez, bo mój umysł przytoczył (na bazie min i słów lekarzy) automatyczną wizję martwego dziecka.

Wszystko JEST nam potrzebne i zgodne z Duszą, wszystko jest efektem naszej kreacji – nie zmienia to jednak faktu, że jesteśmy wieczną boskością w CIELE CZŁOWIEKA, więc łączymy i ten kruchy aspekt i tą wieczną mądrość, a wszystko ma na celu jedno: MIŁOŚĆ.”

I opatrzę całość jeszcze jednym wnioskiem.

Chociaż pisałam pewnie o tym wszystkim z setkę razy ( 😉 ) napiszę raz jeszcze: RÓWNOWAGA jest kluczem zrozumienia doświadczeń i najlepszego, optymalnego wyboru reakcji na nie.

Jesteśmy ZARAZEM:

– zmiennie emocjonalni ALE osadzeni w wiecznej miłości (bo miłość jest taka – zmienno-stała, jak natura wody)

– bogami ubranymi w ciało i „zwykłymi”, małymi ludźmi

– zjednoczeni i osobni w swoich doświadczeniach.

Dlatego Kochani: ZAAKCEPTUJMY całość naszej natury: to całe tak nielubiane „ego”, które jest katalizatorem doświadczeń, zaakceptujmy emocje…

Wybierajmy jednak reakcje (gdy emocje miną) tak, by odpowiadały naszej woli, kreacji. To takie zrównoważenie pierwiastków: umysłu i serca, męskiego i żeńskiego, akceptacji i kreacji.

 

WSZYSTKO jest potrzebne, a w równowadze (której punkt środka jest inny, zindywidualizowany dla każdego) poszukujmy najlepszego rozwiązania wszelkich zagadnień.

 

Dziękuję i życzę Wam szczęścia, wiele mądrości czerpanej z doświadczeń i pięknego TERAZ. No: i jeszcze, by było w „klimacie” zagadnienia… ZDROWIA.

 

Po prostu pamiętajmy, że z tego, co w naszym odbiorze „najczarniejsze” urodzi się piękno i światło, bo wszystko jest częścią całości, którą jest…

ŻYCIE, czyli Miłość w naszej osobie

Zapraszam więc do refleksji oraz oczywiście czytania pozostałych artykułów – zawsze pisanych na bazie własnych doświadczeń i z nich konkluzji.

Dostrzegajmy mądrość doświadczenia i czerpmy z niego!

Serafinek

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here