Obserwując piękno w najróżniejszych odsłonach musimy przyznać, że wszystko jest kwestią perspektywy…

Zacznijmy więc TUTAJ. Od źródła moich przemyśleń.

Paganini – gwiazda rocka sprzed 200 lat, także i jeden z moich ulubieńców.Ognista, pełna pasji muzyka – raj dla takiego zapaleńca, jak ja. Zachwycona, oglądając film o nim dałam myślom popłynąć…

I CÓŻ ICH EFEKTEM?

<dla wszystkich miłośników klasyki: wrzucam utwór 😉 dobry jako tło do czytania>

Całe szczęście, że nie było wtedy jeszcze tych bzdurnych konceptów o pozbyciu się ego, bo inaczej każdy byłby nudnym mnichem… Całe piękno, różnorodność zamknęłaby się w tym, że mantra OM byłaby śpiewana innymi głosami. Nie byłoby wspaniałości klasyków muzyki, wspaniałych dzieł literackich, arcydzieł malarstwa…

Wszyscy by siedzieli i… obserwowali…? Tylko pytanie: CO?

Zastanawiając się i wchodząc w emocjonalny stan frustracji mieszanej z rozbawieniem doszłam w końcu do konkluzji: wyznawcy mody bez – ego zrozumieją, że jest ona wytworem samego ego! To pewien rodzajem pozy, maski „oświeconego”, gdyż przecież będąc osobą, istotą nie możemy tego ego się pozbyć…

Nawet nasze mantry OM czy też mądrzenie się o braku ego jest praktykowane z określonej perspektywy – EGO – jednym słowem.

TO JA nazywam wszystko. TO JA wybieram. TO JA doświadczam.

Boskość przejawiona przeze MNIE. Beze mnie nie mogła by się PRZEJAWIĆ!

To bardzo ważne.

Skąd w takim razie chęć wyzbywania się ego?

Trochę to wynik określonej interpretacji niektórych religii i filozofii. Mamy przecież uwolnić się z mayi – iluzji oddzielenia, iluzji materialnego świata.

Tylko… czy to TYLKO iluzja? Owszem – wszystko co nas otacza jest plastyczne. Owszem – wszyscy jesteśmy odbiciem jednego. Owszem – to co materialne to jedynie (albo aż) odbicie ducha.

Bez tego jednak NIC NIE MA. Nie ma doświadczeń, nie ma odbioru, BO NIE MA PERSPEKTYWY.

Duchowość nie jest oderwana od materii! Materia to jej ZOBRAZOWANIE.

Perspektywa jest natomiast niezbędna dla aktu obserwacji.

A przecież… możemy świetnie się bawić TU. Możemy bawić się interakcją i przenikaniem naszych osobowości. To nic złego czy niskiego.

Po prostu grunt to znaleźć to JA zgodne z naszym duchem, te nasze „ulubione” wibracje, a nie po prostu… żyć z rozpędu wedle stworzonej przez społeczeństwo struktury.

Warto wybrać środek – nie próbować niczego się pozbywać, ale mieć tą dozę dystansu do „ja” i „moje”.

Bo i moje i nasze. Wszystko ZARAZEM się dzieje, jak to w paradoksie Wszechrzeczy.

Dodatkowo popularność tego prądu (bez-egowości) jest także wynikiem równoważenia czasów zabiegnia, pośpiechu, stawiania ego na piedestale, braku szacunku dla innych, niezrozumienia pojęcia połączenia między ludźmi, materializmu…

To takie trochę przywrócenie równowagi pójściem w drugą skrajność.

A co przemawia za świadomością siebie – także świadomością osobową, jednostkową?

Bez JA nie ma obserwacji.

Bez JA nie ma żadnego postrzegania.

Bez JA nie można się niczym zachwycić (jak w moim przypadku Paganinim 😉 )

Bez JA nie ma odczuwania miłości, wszystko jest rozpłynięte, neutralne, bez jakiegokolwiek znaczenia, sensu.

Bez perspektywy JA nie odczuwamy nic.

I co dziwne:

dlaczego ci, którzy najwięcej mówią o akceptacji, pozbyciu ego itp. nie potrafią ZAAKCEPTOWAĆ tego, że JA-EGO jest częścią istnienia? Nieodłączną częścią Wszechrzeczy…

Dlaczego ci, którzy mówią o bezimienności, rozpłynięciu JA nie widzą, że wszystko, co mówią to ich JEDNOSTKOWA PERSPEKTYWA – ego, które w swojej wiecznej podróży eksploracji wszystkiego po prostu potrzebuje teraz takiego doznawania siebie?

Nie jest to „szczyt oświecenia”.

Najkorzystniejsze chyba jest życie w równowadze – i na płaszczyźnie jednostki i społeczeństwa posiadając zrozumienie jedności, ale zarazem spojrzenia perspektywicznego.

A to oznacza doznawanie w odpowiednich dozach wszystkich „stopni” BYCIA.

NAWET tych skrajnych: głębokiego zakotwiczenia w JA oraz rozpłynięcia we „wszystkości”.

Wszystko jest potrzebne do eksploracji.

Bądźmy więc po prostu ludźmi.

Wtedy będzie i miejsce na wspaniałą głębię niezmierzonej CISZY i na ekscytujący ogień PASJI – wszystko możliwe w obrębie jednej osoby.

Bo czy tak nie powinno być? „Co na górze to na dole” – w kosmosie mamy wszystko (góra), więc i w nas, istotach wszystko może i jest słuszne by wystąpiło (dół).

Serafinek

Serafinek

Nie przywiązuj mnie do żadnej z przedstawionych tu tożsamości, gdyż i ja nie jestem do nich przywiązana. Wybieram je ku uciesze z Życia. Jeśli chcesz eksploruj to wyjątkowe przejawienie boskości we mnie, by dogłębnie zbadać swoje. „Kim jestem? Zapytałam siebie. Istnieniem? Marzeniem? Boskim tchnieniem? Nie… JA jestem PŁOMIENIEM.”

2 KOMENTARZE

  1. Dzięki wielkie za ten wpis! Jakbym od jakiegoś czasu odczuwała, iż oddalenie się od ego nie jest dla mnie dobre, że to bujda wejście w bez-ego. W bez-ego wchodzi się nabrać dystansu do ego, zobaczyć co trzeba przepracować, czym to ego w nas jest, jakie są jego możliwości, ale siedzieć w bez-egu to jakby stać w miejscu, a ja jednak jestem chyba stworzona do doświadczania świata, życia i środowiska własną perspektywą i percepcją;) Chociaż bez-ego z drugiej strony tak jak piszesz wydaje się kolejnym tworem ego.. Ale Twój wpis wreszcie wypowiedział to, co tłumiłam od dawna w sobie. Dziękować!

    • No, bo właśnie chodzi o równowagę, a doświadczenie takiego stanu mentalności „bez-ego” to tak na prawdę też tylko etap na drodze poznania siebie. Grunt to to rozumieć, a nie rozpędzić się w jednym kierunku. A poza tym dokładnie – „bez – ego” to tylko rodzaj mentalności… Nie jesteśmy w stanie jako istoty wyzbyć się perspektywy, bo… zniknęlibyśmy A Z NAMI CAŁY WSZECHŚWIAT zapadłby się w sobie, gdyż wszystko jest zawarte we Wszechrzeczy, łącznie z ja-ego każdej jednej osoby. Ludzie poszukują po prostu „super metody” na wszystko, być może dlatego zapędzają się tak głęboko w pojedynczy sposób myślenia. Pozdrawiam i także dziękuję!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here