Czasami uciekamy od bycia sobą… Uciekamy dokąd?

Uciekamy do pracy, do niezliczonych rozmów, zajęć, aktywności… uciekamy w teorie, praktyki.

 
Przed czym uciekamy?
 
Przed bólem – najczęściej. Czasami przed bólem transformacji, przed bólem przywiązania, bólem straty… uciekamy przed życiem.
 
Nie trzeba uciekać, życie i tak nas dogoni.
 
A może lepiej powitać je otwartymi rękami i otwartym sercem?
 
Życie jest piękne w swojej głębi i zmienności. Nie potrzeba go zmieniać, choć jest plastyczne w swojej istocie.
 
Często najpiękniejsze jest to, co poza kontrolą. Często najpiękniejsze nie jest wcale to, co „w normie”, „dobre”, „świetlane”.
 
Najpiękniejszym z wydarzeń jest życie z sobą za rękę. 
 
Z czułością do siebie, z miłością do siebie, z szacunkiem do siebie.
 
W przyzwoleniu na lęki, pozorne błędy i niedoskonałości.
 
W miłości obejmującej wszystko, lecz zarazem wybiórczo wskazującej: TERAZ TO! Teraz to chcę przeżyć!
 
Tak. To wszystko miłość.
 
To wszystko spokój.
 
Bo spokój nie musi być chłodny…
 
Spokój wnętrza rysuje najróżniejsze obrazy.
 
Nie uciekaj przed miłością, jakikolwiek kolor by miała. Uciekając przed miłością – uciekasz przed sobą.
 
A jaka jest moja historia?
 
Tak bałam się pozwolić sobie być sobą przy Tobie.
 
Bałam się niewinności…
 
Gdy powiedziałam „Boję się” – przytuliłeś i powiedziałeś: „w porządku”…
 
Bałam się ognia…
 
Gdy rozwścieczona chwyciłam Cię w swoje „pazury” mówiąc „Jesteś MÓJ, nie waż się odchodzić!” – Twój wzrok mówił „TAK, jestem Twój, nie mam zamiaru”.
 
Bałam się oddania…
 
„Nie rozumiem nic z tego” – powtarzałam nieraz. Ty mówiłeś „Nie szkodzi, nie trzeba rozumieć”. Ty wiedziałeś – nie trzeba rozumieć miłości.
 
Bałam się czuć…
 
Gdy bałam się czuć, Ty byłeś obecny.
 
Bałam się nie czuć…
 
Gdy bałam się nie czuć towarzyszyłeś mi w ciszy.
 
Już wiem, co jest miłością.
 
Miłością jest ten dzień, gdy Cię poznałam – fascynując się Twoim pozornym chłodem.
 
Miłością są dni naszych niezliczonych rozmów.
 
Miłością są dni, w których byliśmy razem i te, w których każdy był z kimś innym…
 
Serce należy do Ciebie, choć wolne – odejść nie pragnie.
 
Czy jesteś wiatrem ulotnym czy może kawałkiem mojej duszy?
Nie wiem…
 
Miłością są dni, w których uczyliśmy się od siebie.
 
Miłością są dni, gdy byliśmy blisko i bliżej jeszcze.
 
Miłością są dni ognia i gniewu, dni łez i dni śmiechu.
 
Miłością są dni ciszy pełnej tęsknoty.
 
Pamiętasz dziś o mnie?
 
Miłością są wszystkie słowa, uśmiechy, uczynki.
 
Dni winy i kary…(te najbardziej gorące), dni niewinnej słodyczy (te serce sycące). Dni pasji, dni tańca, dni wspólnej debaty.
 
Dni drzazg w pomieszczeniach, rozlanej herbaty…
 
Wspaniałe to wszystko, cudowne sycące.
 
Choć tli się w głowie… „TO PRZEMIJAJĄCE!”
 
Nie przywiązuj się! Nie kochaj! Bądź spokojna wreszcie…
 
Nie umiem. Nie mogę.
 
Jestem sobą, a nie jaskółką w areszcie.
 
 
Mimo świadomości ulotności całej – Ciebie chcę trzymać
Kochać
Poznawać
wariactwa po drodze po stokroć doznawać.
 
 
Coś z tego wynika?
Nic pewnie.
 
Jestem. Śnię dalej.
 
Nie potrzeba nic więcej niż ciepło Twojej dłoni… Kocham siebie tak bardzo przy Tobie.
 
Serafinek

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here