Dla wielu z nas zima wiąże się z zapadnięciem w pewnego rodzaju „zimowy sen” – czy też tryb przetrwalnikowy. Wraz z budzeniem się natury do życia – budzą się te pierwotne instynkty w nas…

Podzielę się dziś moim osobistym przeżywaniem budzenia się do życia – poczucia pełną piersią przedwiośnia… Artykuł nie jest w „standardowym klimacie” – może jednak lepiej mnie poznacie – zobaczycie szersze spektrum… A może i w Was obudzą się „barbarzyńskie korzenie”? Nie ma się czego wstydzić – pierwotna siła JEST obecna w nas i ożywia nasze ciała…

Zamykając się w ciasne ramy murowanych klatek potrzebujemy zrównoważenia dotykając głęboko serca swojej natury… Codzienne obowiązki, rutyny, praca nad umysłem, emocjami, czymkolwiek… To wszystko jest dobre, potrzebne, ale męczące na dłuższą metę.

Im bardziej, im głębiej wchodzimy w pracę z Duchem tym bardziej potrzeba nam zrównoważenia prostą, nieociosaną, ale potężną siłą naszych pierwotnych instynktów…

Oto moje doświadczenie dnia dzisiejszego… :):

Głód doświadczania i pożądanie życia jest z powrotem obecne i przepełnia mnie… Krew płynie szybciej przez moje żyły, płuca samorzutnie pobierają więcej powietrza… Budzę się z zimowego snu.

Myśli uspokajają się, a moja uwaga skupia się na rozkoszowaniu się własnym istnieniem.

Z powrotem czuję jedność z naturą – wracam myślami „do domu”, a moje instynkty wyostrzają się.

Krew przodków daje o sobie znać – budząc znane już dobrze odczucia, wspomnienia… Zdolności postrzegania pozazmysłowego odbierają puls życia wszystkich otaczających mnie organizmów… Drzewa, zwierzęta, nawet owady – wszystkie stają się częścią mnie – odczuwam płynące przez nie życie. 

Odczucie kobiecej płciowości wzbiera na znaczeniu, choć pojawiają się także wspomnienia (poprzednich wcieleń…?) dzięki którym dotykam mocniej aspektu męskości we mnie.

Pożeram wzrokiem, pochłaniam oddechem – całą sobą otaczający mnie widok natury – Ziemi – mojej Matki. Odczuwam siłę Ojca Niebo, odczuwam moc Ducha i Ciała Całości istnienia.

Staję się kontemplacją życia, całkowitą jednością z dzikim istnieniem. Krzyk niosący głosy przodków wydobywa się z moich płuc. Jestem całkowicie sama – nie ma tu cywilizacji, ludzi, problemów… Jestem tylko ja i moje zmysły. Jestem Życiem samym w sobie.

Szum wiatru niesie złudzenie odgłosu bębnów, przed moimi oczami pojawiają się obrazy towarzyszy broni, smak polowania na dziką zwierzynę i życia w zgodzie z rytmem cykli planety. 

 

Ubranie, które mam na sobie zaczyna wydawać się obce, a stopy pragną odczuć dotyk mokrej ziemi między palcami…

Dla czystej zabawy i pobudzenia rytmu serca – rozpoczynam bieg. Najszybszy na jaki pozwala kondycja  mojego organizmu – nic tu mnie nie ogranicza… żadne fałszywe konwenanse, żadne pozory bycia „ułożonym członkiem społeczeństwa”…

Odczuwam wiatr, słońce. Wdycham głęboko zapach wilgotnej ziemi. Znów czuję, że żyję.

Kiedy kończy się siła mojego ciała – zaprzestaję biec i siadam na przydrożnym kamieniu. Mój oddech staje się samorzutną medytacją, fale mózgu przybierają częstotliwości zbliżone do snu, jednak świadomość dalej jest obecna…

Zasypiam na jawie pochłaniając to doświadczenie w całej jego intensywności.

Teraz mogę spokojnie wrócić do domu i dalej udawać ( 😉 ) członka ułożonego, cywilizowanego społeczeństwa… jednak wewnętrzna bestyjka nie śpi. Pragnie smakować życia więcej i mocniej…

To dopiero początek.

Serafinek

 

Serafinek

Nie przywiązuj mnie do żadnej z przedstawionych tu tożsamości, gdyż i ja nie jestem do nich przywiązana. Wybieram je ku uciesze z Życia. Jeśli chcesz eksploruj to wyjątkowe przejawienie boskości we mnie, by dogłębnie zbadać swoje. „Kim jestem? Zapytałam siebie. Istnieniem? Marzeniem? Boskim tchnieniem? Nie… JA jestem PŁOMIENIEM.”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here