Moda zawsze pozostanie modą, a Ty… pozostań SOBĄ!

Żyjąc kilka lat na tym świecie zdążyłam zaobserwować przeplatające się najróżniejszego rodzaju mody i trendy.

Ma to miejsce wszędzie. We wszystkich „warstwach” społecznych, środowiskach, kręgach kulturowych… Po prostu mody się różnią.

Żadna moda czy trend nie jest sama w sobie lepsza czy gorsza od innej. Po prostu zawsze pozostaje… modą.

Czym jest moda?

To pewnego rodzaju klasyfikacja jakiegoś rodzaju zachowania czy sposobu bycia, mówienia, ubierania, wybierania, która jest uznana za „fajną”.

Że niby tak jest dobrze.

To taka linijka, która zabiera prawdziwość.

Moda ma Ciebie zmienić, dopasować, ujednolicić z jakąś grupą. Moda i podążanie zabiera Ci tak na prawdę to, kim jesteś – Twoją esencję. Moda, czy też tendencja ma sprawić, że jesteś „fajniejszy” niż w rzeczywistości lub, że będziesz gdzieś pasować i nie narazisz się na odosobnienie w inności. Moda czy tendencja to strefa komfortu. Ona nie jest nigdy żywa i prawdziwa, bo jedynym, co jest prawdziwe to TY. Ty w danym momencie.

I nie ma znaczenia czy pozornie ma miejsce moda na „coś dobrego”, bo każda istota to indywiduum i ma inne potrzeby zarówno na planie ciała – materii, jak i doświadczeń.

 

Istnieje też moda – kontr – moda. To takie zjawisko, które generalnie jest modą na bycie niemodnym. Czyli… rób wszystko, tylko nie to, co jest modne.

Zabawne jest to, że to dalej to samo. Klasyfikuje Ciebie czy jesteś „fajny”.

 

Tymczasem Ty masz być sobą. Masz być prawdziwy, żyć i cieszyć się życiem.

Przepływać, wybierać to, co W DANYM MOMENCIE czujesz, że Ci służy, rezonuje i uważasz za swoje – to można było by nazwać Życiem.

Życie nie ma nic wspólnego z modą. Żyjąc nie zastanawiasz się nad tym.

Jesteś i wybierasz co chcesz, a nie myślisz nad tym, czy to fajne, niefajne, modne, niemodne i czy będziesz wychodził na jakiegoś tam „bardziej” w swoich kręgach.

 

Bo to nie ważne gdzie. Zawsze „bardziej” króluje w modzie… Bardziej:

  • szykowny
  • szczupły
  • dobrze zbudowany
  • ekstrawagancki
  • bogaty
  • mądry
  • oczytany
  • zaznajomiony z większą ilością: np. badań naukowych (środowisko naukowe), technik medytacyjnych (środowisko duchowe), filmów, utworów muzycznych itp. (środowiska koneserów sztuki) i wiele innych (dopasuj sobie do swojego środowiska)
  • obyty
  • oświecony
  • przepracowany i poukładany mentalnie (ciekawe swoją drogą co jest punktem odniesienia…)
  • w zgodzie z naturą
  • zdrowo się odżywiający

Nie ma znaczenia jaki „bardziej”, ale zawsze o to chodzi. Zawsze.

Tymczasem zostaw te wszystkie warunki na boku i BĄDŹ SOBĄ.

Osobiście z uwagi na pracę tu – na Serafinka – obracam się troszkę w tych kręgach „obudzonych”, „oświeconych” itd…

Prywatnie utrzymuję kontakty także w kręgach nieco bardziej sportowo – dietetyczno – naukowych typu „zdrowo odżywiam się i uprawiam sport”…

Czyli dwie takie jakby skrajności: duchowość, cielesność (choć dla mnie to nie skrajności a dopełniające się aspekty – dlatego tak ważne jest słowo „jakby”)…

W obu obserwuję podobne tendencje i podobne rodzaje zachowań osób. Wszędzie tacy, którzy żyją pełnią i tacy, którzy poszukują siebie.

Tak najbardziej moim „środowiskiem” na najgłębszym poziomie, najbardziej ulubionym jest mój ukochany las, natura, rower, motocykl i moi kochani nieśmiertelni (kolokwialnie: aniołki).

Wśród ludzi natomiast – jak wyżej.

Z radością przyglądam się tym osobom, które nie podlegają modom, w obu środowiskach, które wymieniłam wcześniej. Uwielbiam tych, którzy sławią balans i żyją prawdziwym sobą nie stroniąc od zróżnicowania doświadczeń. Tych obdarzam uwagą i miłością, dzięki czemu naturalnie wpływają do mojego Wszechświata. I mogę ich kochać współdoświadczając, uchylając rąbka siebie.

 

Sama zawsze szłam swoją drogą. Jakoś byłam stosunkowo odporna na mody. Może moja dusza była na to gotowa…?

Nie wiem. Muszę powiedzieć, że czasem to bolało, choć było w zasadzie proste i satysfakcjonujące. Mimo tego nie zawsze miałam dość zaufania do siebie, by to robić i czasami wycofywałam się z lęku przed reakcją społeczną na bycie sobą.

To chyba takie moje życiowe wyzwanie, by ten cały wachlarz i głębię swoich aspektów objawić w tym właśnie miejscu, gdzie jestem. Żyć sobą, tu, gdzie jestem – nie uciekać.

Pewnie dlatego dużo piszę o byciu sobą, bo przecież… wszystko, co wyrażamy jest tak na prawdę dla nas samych, prawda?

 

Teraz mogę powiedzieć, że kładąc zaufanie w sobie, przywiązana jedynie do oddechu objawiam siebie.

Mody nie imały się mnie nigdy. Po prostu robiłam „swoje” i Was także do tego zachęcam.

 

Pomimo, że jesteś sobą…

…czasem ludzie interpretować będą Twoje zachowanie, jako podążanie za czymś, bo jest do tego czegoś podobne, ale widocznie w danym momencie z tym rezonujesz. Nie przejmuj się tym.

W moim wypadku bywało tak nie jeden raz, np. z prądami filozoficzno – religijnymi.

Ludzie widzieli np. w tym, co mówię lub piszę: New Age, Satanizm, czy jakieś tam różne dziwactwa, ja jednak zawsze pisałam o tym, co czuję i doświadczam. Jeśli są podobieństwa – to czemu nie? A każdy i tak widzi zawsze „swoje”.

Ja jednak zawsze jestem w swoim świecie pionierem. Wszystko, co robię, robię, bo JA chcę i tak wybieram.

Gdy wybierałam kilkugodzinne treningi, to robiłam tak, bo miałam ochotę, a nie dlatego, że komuś zaimponuję.

Gdy wybierałam kontakt z naturą to nie dlatego, że to teraz modne, tylko dlatego, że znajduję tam bezcenne zatrzymanie i zawieszenie w bezczasie.

Gdy wybieram nie korzystać z facebooka i internetu to robię to, bo mam etap, w którym nie chce mi się tego robić po prostu. Czasem mocno uczestniczę w internetowym świecie, a czasem całkowicie go zostawiam.

Ostatnio właśnie dowiedziałam się, że istnieje moda na „odłączanie się od facebooka”, rezygnowanie z social media.

Tylko kurczę, jakkolwiek byłoby to sensowne na zasadzie „lepiej żyć, niż siedzieć w necie” to dalej kolejna moda.

Przecież to tylko narzędzie i chodzi o to by korzystać, gdy ma się chęć.

Po prostu będąc sobą nie ma opcji uzależnienia się od czegoś. Nie uzależnisz się od facebooka będąc sobą, nie ma opcji!

Gdy jesteś sobą Życie to wielka fala. Ty płyniesz z nią. Nie ma możliwości zatrzymać się gdzieś na siłę, bo Ty płyniesz – nie przestajesz.

Masz ochotę – korzystasz z czegoś (w tym facebooka, mediów społecznościowych itp.), a kiedy nie masz – zostawiasz to i tyle.

Nie musisz obwieszczać wielkiego „odłączam się od facebooka” na facebooku, by być „bardziej” …[wpisz co uważasz]

To takie trochę bez sensu… Robisz coś to rób, nie robisz – nie rób. Nie trzeba być z tym „trendy”.

 

W moim przypadku z internetem jest tak: nawet tu na stronie: gdybyście przyjrzeli się dokładniej datom wpisów, ruchowi na fanpage i zmianom na stronie to zauważylibyście, że nieraz właściwie non stop coś piszę. Czasem są znów etapy długich przerw (jak ostatnio), a czasami po prostu utrzymuję jakąś aktywność, by nie stracić całkowicie łączności z czytelnikami.

Wszystko dzieje się jednak w sposób naturalny, nie planuję tego. Robię tak, jak czuję.

Z tym facebookiem podobnie. Mam chęć – to wrzucam tam seryjkę selfies, bo mam ochotę pozachwycać się sobą publicznie. Nie robię tego by okazać się „fajniejsza”, nie powstrzymuję się też przed tym, bo „to płytkie” (inna moda – na bycie pseudo – ambitnym i oświeconym).

Mam chęć na wgląd i duchowe przeżywanie – zostawiam internet bez słowa, czasem także znajomych i wszystko, co mi niepotrzebne w danym momencie i przeżywam to, co mi potrzebne.

Po prostu daję sobie robić to, co potrzebne, choćby wcześniej wydawało się to nielogiczne, niedobre czy jakieś tam.

Modne, niemodne… małe znaczenie.

Podobnie jest z ubiorem. Noszę to, co lubię. Choć przyznam, że czasami odchodzi mi chęć zakładania dla przykładu ramoneski (którą uwielbiam), kiedy widzę ją na każdej kobiecie, niezależnie czy jej pasuje czy nie.

Tu chyba wychodzi uwielbienie dla zróżnicowania, gdyż kiedy coś jest zbyt często spotykane to jakoś mi obmierza.

Ale to nie tyle by „przeciwstawiać się” czy „być fajną”, co raczej po prostu obserwowanie danej części garderoby na połowie społeczeństwa tak mnie nudzi, że muszę zbalansować ten widok w swoim świecie czymś innym.

 

Zauważyłam, że powstają mody na to, żeby „trzaskać zdjęcia” z wycieczek i „zaliczać krajobrazy”, a potem dla zrównoważenia tego powstaje moda, by siedzieć i napawać się widokiem z balkonu. Autentycznie przykład z życia.

Ja natomiast jestem za tym, by czasem, gdy mamy ochotę „trzaskać” – ile wlezie, a czasem w ciszy napawać się. W zależności od humoru.

 

Czuć się dobrze – to moja wytyczna. Zarówno w ubieraniu, pisaniu, korzystaniu z narzędzi (np. facebook), sporcie i czymkolwiek innym.

 

Niech Bóg/Istnienie/Świadomość w nas doświadczy różności!

 

I aktywność i pasywność jest potrzebna. Podobnie rozpiętość (płytsze doświadczanie) jak i  odmiana i głębia.

 

W kręgach „uduchowionych” także spotykałam się z różnymi tendencjami.

  • żywieniowymi
  • takimi dotyczącymi jak powinien wyglądać, wyrażać się czy zachowywać świadomy człowiek
  • różnymi tendencyjnymi perspektywami spojrzenia na prawdę
  • jak coś powinno wyglądać i jak powinno się działać
  • jaki jest wyznacznik oświecenia, kroki w życiu do „przepracowania” i w jakiej to dzieje się kolejności

 

A tak „serio, serio” to KAŻDY JEST INNY. Każda istota. Mało tego: w każdym momencie istota przejawia jakiś inny swój aspekt, więc…

TEN moment jest wyznacznikiem tego, co prawdziwe.

 

Tak niech pozostanie.

Mam nadzieję, że i dla Was TEN moment, ta chwila i OBECNOŚĆ, czy też własna esencjonalna preferencja (nieraz mówimy dusza – ale to też jest w pewnym sensie moda teraz na nazywanie esencji swojej istoty tak) stanie się źródłem wszystkiego.

Mody niech zostaną dla tych, którzy muszą doświadczyć jeszcze jak to jest NIE być sobą, dla tych, którzy muszą pobawić się w podążanie, by móc wyłonić siebie.

Ja jednak każdemu, kto czyta ten tekst powiem: po prostu bądź sobą. TO esencja bez-warunkowej miłości. Bądź sobą, tak, jak czujesz, tak jak chcesz.

Bo piękne jest to, co prawdziwe. To, co prawdziwe TERAZ.

Serafinek

 

Możesz wesprzeć moją pracę tutaj:

 

Interesują Cię prywatne konsultacje?

Kliknij TUTAJ

Serafinek

Nie przywiązuj mnie do żadnej z przedstawionych tu tożsamości, gdyż i ja nie jestem do nich przywiązana. Wybieram je ku uciesze z Życia. Jeśli chcesz eksploruj to wyjątkowe przejawienie boskości we mnie, by dogłębnie zbadać swoje. „Kim jestem? Zapytałam siebie. Istnieniem? Marzeniem? Boskim tchnieniem? Nie… JA jestem PŁOMIENIEM.”

1 KOMENTARZ

  1. Tak, w sumie to dopiero gdy pozwalamy sobie na bycie sobą, autentyzm prawdziwie się rozwijamy. Po prostu należy zaufać sobie wewnętrznie i porzucić zewnętrzną kontrole umysłu, poddać się wewnętrznemu prowadzeniu. Wspaniały artykuł 😉

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here