Każdy z nas ma jakieś wyjaśnienie dla tego co nas otacza, co jest w nas. Religie, filozofie  dają nam teorii do wyboru do koloru. Podzielę się dziś moimi zapiskami sprzed ok 2 lat, które dziś wpadły mi w ręce. Pomimo sporej ilości i jakości doświadczeń wiele się w moich poglądach nie zmieniło…

Nie będę zmieniać oryginalnej formy tekstu, dziś napisałabym nieco inaczej, chcąc poznać moje bardziej bieżące poglądy zapraszam do innych wpisów. 

……………………………………………………………………

Oczywiście zapowiadam, że to wszystko moje personalne hipotezy – nigdy nie umierałam i empirycznie nie mogę stwierdzić… Dowodów oczywiście nie ma na większość z tego, co piszę i nie mam monopolu na prawdę. Jednak mam potrzebę podzielić się tym w czym sama widzę i czuję prawdę. Będę dlatego w całym wpisie używać formy „jest” itp, zamiast „hipotetycznie”, „może tak jest” itp. Artykuł ma być raczej zaproszeniem do refleksji niż zestawieniem dogmatów.

Czym jest dusza?

Dusza jest definicją jednostki. Jednostka jest świętością – esencją istnienia. Sensem Wszechrzeczy. Wszechrzecz/Bóg w swojej paradoksalnej/dualnej naturze jest zarazem wszystkimi jednostkami, wszystkim, co było i będzie i JEDNĄ jednostką.

Można powiedzieć: ja jestem Tobą, a Ty jesteś Mną. Wszyscy jesteśmy Wszechświatem.

Dusza jest unikalną, wyodrębnialną melodią w nieskończonym oceanie wibrującej muzyki Wszechświata. Dźwięki tego śpiewu są naszą pieśnią ku chwale Wielkiego Kreatora, manifestacją nas samych.

W medytacji dokonałam kiedyś z ciekawości następującej praktyki. Celem była zdalna podróż mentalna, by zbadać co zobaczę gdy będę oddalać się duchowo od siebie jak najdalej w kosmos. Oczywiście najpierw zobaczyłam Ziemię, Układ słoneczny, Galaktyki, Gromady Galaktyk… Nabrałam tempa w oddalaniu… Zobaczyłam Wszechświaty (bąbelki takie powstałe na skutek Big Bangów), które łączyły się w struktury podobne do nici DNA. Pomiędzy nimi ziało pustką. Oddalałam się dalej… zobaczyłam, że struktury tworzą jakby żywą i receptywną na impulsy mentalne „pierwotną maź”. Dalej natomiast maź w oddaleniu zaczęła przybierać kształt… Do złudzenia przypominający strukturę oka. Na końcu zrozumiałam, że patrzę właśnie na własne OKO. Powróciłam do źródła. Wszechświat jest we mnie, a ja jestem w Nim. Od tego czasu właśnie wierzę w moc tworzenia i zmiany swojego życia przez istotę ludzką. Można by powiedzieć, że jestem nawiedzona, bo wierzę w swoje jakieś tam medytacyjne projekcje… ale… zastanówmy się. W co wierzyć bardziej… co jest bardziej wiarygodne… nasze wnętrze i głębokie duchowe przeżycia czy może to, co możemy dotknąć i zbadać, odebrać zmysłami? A może to, co mówią nam inni?

Dosięgnijmy głębi… pozwólmy sobie na niczym nieograniczony pływ. Zdejmijmy kajdany przekonań i wszystkiego, co nam wpojono. Wtedy dosięgniemy źródła. Dotkniemy Boga. Posmakujemy własnej duszy.

Takie spojrzenie odniosło TYLKO dobre efekty na moją osobę. Pozwoliło mi wybić się z dna. Obudzić ze snu, w którym żyje spora część społeczeństwa. Ze snu o tym, że coś „trzeba”, albo o tym że coś mi „grozi”, że coś muszę posiadać, bo inaczej nie będę szczęśliwa.

Takie przebudzone spojrzenie sprawia, że strach jest bez sensu. Chciwość jest bez sensu. Polityka jest bez sensu. Gniew jest bez sensu. Pośpiech jest bez sensu. Sens widzimy już tylko w eksploracji kolejnych aspektów miłości, szczęścia. W doświadczaniu i rozwiązywaniu zagadek istnienia. Problemy stają się grą, zabawą, wyzwaniem.

Kiedy mówię… „bądź w zgodzie z sobą” to mam właśnie na myśli takim sobą. Wszechpotężnym, nieograniczonym, ale zarazem zamkniętym w cudownej świątyni jaką jest ciało. Ciało, które w tak niewypowiedzianie wspaniały sposób nas ogranicza. Umożliwia życie, doświadczanie czasu, bycie odrębnym.

Tu właśnie tkwi największe piękno. Możliwość posiadania preferencji, marzeń, doświadczania Wszystkiego w unikalny sposób.

Dla takiej odrębnej jednostki jest to wszystko, co jest. Planety, rośliny, gwiazdy, woda… Wszystko to jest „placem zabaw” dla doświadczania duszy.

Dusza jest niematerialną wibracją, która może przybrać formę. Dąży z tęsknotą i pragnieniem by ta forma była ZGODNA z jej naturą – częstotliwościami wibracji jej boskiej pieśni. Tylko taką formę zaakceptuje jako swoje faktyczne CIAŁO. Wszystko co odbiega temu musi ulec przeobrażeniu. Stąd występuje zjawisko śmierci. Śmiertelność jednostek obdarzonych duszą wynika między innymi z tego, że ich ciała odeszły od siebie na skutek niezgodnych z duszą wyborów osoby. Śmierć jest swoistą metodą na otrzymanie nowej szansy, nowych doświadczeń w kolejnym wcieleniu. Głębsze zrozumienie natury swojej własnej/Wszechświata tak, by móc dojrzeć do spojenia. Ciało ma stać się wibracyjnie identyczne z duszą. Osoba staje się wtedy w pełni sobą. Może kontynuować doświadczanie na wszystkich płaszczyznach istnienia głębiej niż przedtem.

Życie i ewolucja duszy.

Tak, jak ewolucja i komplikowanie następuje w płaszczyźnie materialnej (ewolucja gatunków), tak i duchowej. Dusza wyłania się, wyodrębnia z pola nieskończoności potencjałów, by rozpocząć przygodę z poznawaniem. Przygodę z życiem. Nieskończoną wspaniałą podróż.

Następuje pierwsza (wyjściowa) inkarnacja – ma ona dać Boskiemu nasionku bazę doświadczeń. Chodzi o to by finalnie dojść do stanu spojenia, jednak przeżywając po drodze doświadczenia, które zdefiniują naszą barwę/melodię (zdefiniują/odkryją – obojętnie jak interpretując… to jedno i to samo, bo wszystko zarazem jest w trakcie tworzenia i już JEST stworzone).

Oczywiście jako, że natura Wszechrzeczy jest dualna tutaj także mamy dualizm. Dwie płaszczyzny istnienia duszy. Niebo i Ziemia. Tak to roboczo nazwę.

Niebo.

Niebo jest stanem rozproszenia, połączenia z Absolutem. Stanem braku wyodrębnienia. Poznaniem wszystkiego, byciem poza czasem i przestrzenią. Coś, co opisywane przez wielu ludzi z doświadczeń śmierci klinicznej, NDE. Niebo jest stanem, w którym dusza zasięga boskiej mądrości i może kontemplować swoje istnienie i doświadczenia z całkowitym dostępem do całości wiedzy i mądrości.

Ziemia.

Ziemia jest stanem w którym żyjemy, doświadczamy. Jesteśmy odrębni, skupieni na sobie. To tu – tu gdzie są te wszystkie trudności, znużenie (oczywiście tak to wygląda, jeżeli jesteśmy zbyt głęboko pochłonięci w jednej płaszczyźnie), bo w praktyce są to, jak pisałam wcześniej – jedynie wspaniałe części naszego „placu zabaw”.

Piekło.

Piekło natomiast jest stanem zaprzeczenia. Zaprzeczenia naturze. Kłamstwem. Życiem w przekonaniu że jest jakkolwiek inaczej. Przykładowo, że nie mamy wpływu na życie, że życie jest bez sensu itp. Jednak by dojść do prawdy musimy wydostać się z labiryntu kłamstwa. Aby żyć  szczęśliwie musimy poznać także Piekło.

„Zbawienie”

Zbawienie jest punktem wyjścia z Piekła – iluminacją osoby. Wyjściem z kłamstwa i przyjęciem natury Wszechświata jaką jest. Wzięciem zarazem boskości i nieograniczoności i ograniczeń w swoje ręce. Uwolnieniem się z okowów fałszu i wstąpieniem na ścieżkę prowadzącą już prosto do spojenia.

Dusza na początku swojej podróży jest rozdzielona pomiędzy życie na Ziemi i w Niebie. Czasami doświadcza Piekła. Umysł pogrążony w Piekle powoduje odczuwanie zranień, które nie są w danym punkcie akceptowalne dla jednostki do przeżycia. Jednostka potrzebuje dystansu od zdarzeń. Potrzebuje najdalszego z oddaleń, by móc nauczyć się z doświadczenia. Potrzebuje śmierci.

Kiedy następuje  natomiast stan „co na górze to na dole” lub „jako w niebie tak i na ziemi”, kiedy jesteśmy zgodni z sobą na tyle, że osiągamy koherencję ciała i ducha następuje spojenie. Następuje równowaga pomiędzy Niebem i Ziemią, zawiązuje się relacja między aspektem Wszech – byt i aspektem Ja. Relacja ta jest zrównoważona. Ograniczenia, które przyjmujemy są „nasze” nie narzucone z zewnątrz. Jedynie definiują naszą wyjątkowość i piękno. Obie płaszczyzny płyną i przenikają się w harmonii, zgodnie z naturalnym pływem, falą istnienia.

Jak długa jest droga – wybieramy sami. W końcu jesteśmy Twórcami. To także leży w gestii naszego wyboru. Możemy długo opierać się swojej naturze, możemy potrzebować dużo doświadczania by nauczyć się być sobą. To nie ma znaczenia. Czas jest relatywny i chwila to tyle samo co miliardy lat. Możemy pragnąć być rozdzielni, potrzebować równoważenia się śmiercią dokładnie tyle ile uważamy za stosowne.

Nieśmiertelność.

Kiedy żadne zranienie nie jest już silniejsze niż chęć życia, kiedy potrafimy być spokojni i uważni, kiedy potrafimy na bieżąco wyciągać konkluzje z wydarzeń, kiedy potrafimy wziąć ŻYCIE w całości z jego wzlotami i upadkami, kiedy rozumiemy naturę Twórcy i potrafimy tworzyć świadomie, przyjmować każdą konsekwencję naszych działań, naszych życzeń… Kiedy rozumiemy naturę istot i staje się ona materią naszego istnienia, kiedy nasza podświadomość jest zaprogramowana tak, by była odbiciem świadomości, a świadomość wybierała rozumiejąc faktyczne priorytety… czeka nas kolejny etap podróży życia. Nowy etap życia duszy – nieśmiertelność, spojenie, wniebowstąpienie. Każde doświadczenie jest przeżywane głęboko, a przeżywanie STAJE SIĘ kontemplacją. Nie potrzeba oddzielności przeżywania i kontemplacji. Nie potrzeba oddzielności Nieba i Ziemi. Każde doświadczenie staje się sztuką, wspaniałością… cudem Życia.

Dlatego można by pokusić się o wysnucie hipotezy, że nieśmiertelność będzie kolejnym krokiem w naszej ewolucji gatunkowej.

Kreacja.

„Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo”.

Jak następuje akt tworzenia? Czym jest tworzenie?

Tworzenie jest aktem Woli. Wola natomiast wypływa z ducha i ubiera się w formę: najpierw słowo, potem ciało. Im bardziej koherentna wibracyjnie z melodią naszej duszy jest wola – życzenie, tym większą ma siłę. Można powiedzieć, że w głębokim stanie doznania własnej natury i ucieleśnienia z nią mamy dosłownie nieograniczoną moc. Możemy „przenosić góry”, tworzyć i niszczyć. Budować.

architekt

Miłość.

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.

Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.

 I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.

Czym jest miłość?

Ciepłem. Wzrostem. Zarazem pragnieniem i tęsknotą naszych dusz i ich spełnieniem. Miłość jest siłą. Miłość jest przyczyną. Tym co łączy, spaja, jednoczy. Miłość jest Iskrą która umożliwia zapłonięcie płomienia duszy.

Miłość JEST. Poza czasem, odporna na śmierć, gdy wszystko przemija, ona (kiedy jest prawdziwa) pozostaje. Ulega transformacjom, komplikacji, ewolucji, ale nie umiera. Możemy jej nie widzieć i nie czuć, ale ta mimo wszystko JEST.

Ufność.

keep calm

Powyższy obrazek doskonale obrazuje jakie powinno być zaufanie. „Keep calm” akurat świetnie tu się sprawdza. Zaufanie jest spokojne. Po co stresować się kiedy WIESZ, że jeżeli sobie tego życzysz – wszystko się ułoży… Właśnie takie życie bez stresu, życie z ufnością jest drogą do zdrowia ciała i ducha. Jedynie zaufanie umożliwia pełną kreację i spojenie. Jedynie zaufanie umożliwia szczęście. Bez zaufania strach (kłamstwo/piekło) wkrada się do życia.

I pamiętaj: BÓG w działaniu = TY.

A co jeśli to wszystko jedynie autosugestia?

Hmm – w takim razie chcę żyć w tej autosugestii, a nuż stanie się prawdą… Wszystko można podważyć, na wszystko można znaleźć potwierdzenie. Tak czy inaczej… starczy popatrzeć na życie, naturę, zachowania ludzi… wszystko tak na prawdę tylko potwierdza teorię, którą prezentuję.

Konkluzje końcowe.

Strach przed śmiercią nie ma sensu, jeżeli zakładać powyższe teorie za prawdziwe. Czeka nas po prostu nieskończoność doświadczeń. Może następne wcielenia… a może jesteśmy gotowi na Życie w pełnym jego wymiarze? Tak czy inaczej – pośpiech nie ma sensu. Wszechrzecz nie zgaśnie i nie złamie się w przeciągu chwili. Żyjmy teraz, kochajmy teraz, ale pozwólmy sobie czasem na spojrzenie na to wszystko z tak wielkiego dystansu – dystansu nieskończoności. Wyśmiejmy błahostki, nie przejmujmy się drobiazgami i nie pędźmy. Przeżywajmy – według woli to, czego pragnie nasze serce. Róbmy to świadomie.

 

Serafinek

 

Możesz wesprzeć moją pracę tutaj:

 

Interesują Cię prywatne konsultacje?

Kliknij TUTAJ

 

Serafinek

Nie przywiązuj mnie do żadnej z przedstawionych tu tożsamości, gdyż i ja nie jestem do nich przywiązana. Wybieram je ku uciesze z Życia. Jeśli chcesz eksploruj to wyjątkowe przejawienie boskości we mnie, by dogłębnie zbadać swoje. „Kim jestem? Zapytałam siebie. Istnieniem? Marzeniem? Boskim tchnieniem? Nie… JA jestem PŁOMIENIEM.”

4 KOMENTARZE

  1. dla mnie ładnie opisane ale z poziomu „doświadczenia”dużo słow ”wzrost tesknota manifestacja kłamstwo manifestacja no i „pieśń ku chwale Wielkiego Kreatora”takie to Nasze i skomplikowane pełne wszystkiego i pokoloryzowane….a wystarczy sobie uświadomić że kolory to wymysł a wszystko jest proste bez Bogów ,kreatorów itp..jest jakie jest ale to niema znaczenia po prostu

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here