Różnie działamy, różnie wybieramy. Podobnie jest z komunikacją. Czasami dzieje się to naturalnie, czasami z poziomu umysłu, innym razem automatycznie.

 

~~~

…jesteś…

 

W spotkaniu z Prawdą Twojego rdzenia dywagacja nie ma sensu.

Jedyne, co możesz powiedzieć, to „tak,bo tak”, albo „tak czuję”…

Nie masz pola do analiz…

Jeżeli coś czujesz, nie podlega to przecież ocenie, wątpliwościom, a tym bardziej „świętokradztwem” byłoby parcelowanie tegoż odczucia na części pierwsze.

Przecież PRAWDA serca nie potrzebuje potwierdzeń…

 

Czasem przywiązujemy się do dysput, filozofowania. Zatracamy prawdziwego siebie w nich.

„Racja” czy też perspektywa staje się więzami, które nie pozwalają nam na rozluźnienie i czerpanie radości z rozmowy lub… ciszy.

Czasem staje się to już automatyczne. Gdy widzimy, że coś nie zgadza się z naszym ułożonym w umyśle wzorcem o nazwie „prawidłowe myślenie” musimy, MUSIMY wdawać się w dysputę.

Przestaje to jednak już być świadome. Staje się czysto mentalne, płytkie.

Świadome natomiast – znaczy Żywe, obecne w Teraz, czujące.

Otwarte oczy duszy, obecność w ciele, oddech… czasem tracimy to w zażartej dyspucie lub mechanicznym poprawianiu innych.

 

 

Czasem za bardzo koncentrujemy się (w pewnym momencie nawykowo) na poprawie innych osób.

Niby nic w tym złego, że wyrażamy swoje zdanie, czasem nawet bardzo trafne, jednak warto zachować umiar.

Umiar!

Nie neguję wartości filozoficznych dywagacji, które sama czasem lubię. Bardzo.

Sens ma to jednak tylko wtedy, gdy jesteśmy obecni w tym, gdy to nas cieszy, gdy czujemy się dobrze.

Nie wtedy, gdy czujemy wysiłek próbując czegoś dowieść, lub stajemy się zwyczajnie mentalnie/energetycznie przywiązani do dyskusji, a w istocie nie byłaby ona nam już wcale potrzebna. Ciągnięcie jej staje się ciężkie, męczące i wiążące, zabiera radość chwili.

Choćby nie wiem jakie mądrości możemy przekazywać sobie stają się one sztuczne, gdyż nie stosujemy ich TERAZ.

 

A jak jest w takim razie optymalnie…?

Równowaga, koherencja serca – umysłu (i ciała!) zapewnia możliwość naturalnego pływu.

To faktycznie najlepsza droga dla każdego, tyle, że po prostu dla każdego ten punkt balansu wygląda inaczej.

Uniwersalne drogi już tak mają, że potrafią się dopasować.

Iść za SOBĄ, to być szczęśliwym TERAZ.

Grunt to znaleźć swój balans… A jest nim właśnie dobre samopoczucie, czy też poczucie zgodności z sobą. Tam gdzie ono się kończy, kończy się sens przedsięwzięcia, czy też – rozmowy.

 

Zostaw to, co Cię męczy, obciąża, przywiązuje – w tym dywagacje.

Gdy płyną z lekkością, radością, szybkością błyskawicy – to znaczy, że obecny jest w nich Twój Duch. To doświadczenie Cię syci, jest Ci faktycznie potrzebne. Realizujesz się, bo robisz to, na co masz na prawdę ochotę.

 

Czasem jednak gubimy się i przestajemy rozróżniać ochotę, pragnienie, to wewnętrzne entuzjastyczne „TAK” od mechanizmów, czy też „starych”, nieaktualnych już tożsamości.

 

Prowadząc za dużo mentalnych dywagacji stajemy się do nich przyzwyczajeni, z czasem stają się nawykowe, rutynowe, schematyczne. Nie są ŻYWE. Są jedynie odgrzewaniem jakiejś tam „wiedzy”, zatęchłej informacji, która nie ma nic wspólnego z autentycznością.

Z czasem zaczynamy używać w rozmowach wzorców, które uznaliśmy za „dobre”, czy też „świadome”, „przebudzone”, „kulturalne”… Ale są to już wytarte wzorce, nie mające nic wspólnego z PRAWDZIWYMI NAMI TERAZ, z żywą naturą naszej Istoty.

Możemy nawet się zaprzeć w takich dyskusjach i sami przed sobą powiedzieć:

„Tak uważam, niby to wszystko moje, ze mnie wypłynęło.” Szczerze? „No, szczerze.”

No niby… Może kiedyś tak.

 

Ale czy czuję tak TERAZ? Czy to jestem JA w chwili bieżącej?

Czy to wyrażenie mojego bieżącego czucia, doświadczenia, mojej prawdziwej, żywej mądrości?

Nie zawsze tak jest.

 

Miałam okazję obserwować takie procesy wśród ludzi. Zarówno w kontaktach biznesowych, formalnych, rodzinnych, w środowisku internetowym (fora, serwisy społecznościowe), a nawet koleżeńskich.

Miałam okazję sama obciążać siebie i przywiązywać.

Zawsze i każdemu zdarzyć się może… nie ma świadomości bez doświadczenia.

Wykształciłam właśnie dzięki doświadczeniu swój naturalny dar odczuwania poprzez zaufanie i używanie go.

Nauczyłam się rozróżniać Żywą Prawdę od wzorców, cudzych powtarzanych prawd przejętych od innych, czy też nieaktualnych już „przeterminowanych” mentalnych konceptów.

 

Po prostu to widzę.

I oczywiście zwykle nie mam argumentów. Mogę powiedzieć „tak, bo tak”… „bo tak czuję”…

Tak jest teraz… ale wymagało to sporej ilości doświadczeń.

 

Jak najlepiej reagować na takie zachowanie u innych osób? Jak reagować na zasypywanie nas słowami, które nie są potrzebne, ani nie sprawia nam przyjemności ich słuchanie?

[tutaj chwila ciszy byłaby najlepszym rodzajem wypowiedzi]…

 

Rozwiązaniem na całą sprawę u siebie czy też innych jest po prostu pozostawanie żywym sobą. Wtedy interakcje się poukładają.

Kilka rad pomocnych w rozróżnieniu prawdziwości słów pisanych oraz rozmowie:

  1. Warto byście i Wy wykorzystali swój dar (intuicja). Podchodźcie (jeśli już czytacie coś) z czuciem. Podchodźcie z poziomu TERAZ.
  2. Jeżeli coś Was odstręcza lub drażni – być może, że warto to zostawić
  3. Te „prawdziwe” słowa będą nasycone odczuwalną obecnością. Inne to tylko dane. Zostawmy je dla komputerów…
  4. Bądźcie uważni. Być może, że i Wam zdarzyło się wejść we wzorcowy sposób rozmawiania, dyskutowania…
  5. Jeżeli już tak się stało, nie warto się przejmować, jednak warto wybrać Żywego, prawdziwego SIEBIE, by w pełni czerpać z życia
  6. Bądźmy prawdziwi w tym, co robimy, mówimy, w tym, w czym uczestniczymy – cudze opinie nie mają większego znaczenia

 

 

Gdy zauważamy, że w jakiejś rozmowie/rozmowach wszystko odbywa się według wzorca to dla nas sygnał, że przestaje różnić się to czymkolwiek od maszynowej pracy.

Warto zdać sobie sprawę, że NIE MUSIMY w niczym takim uczestniczyć.

Wcale.

Możemy sobie odpuścić, nie ważne kto, z czym i kiedy nas zagaduje.

I nie ważne jaka jest tematyka rozmowy.

Możemy zostawić to i iść swoją drogą.

 

Uwielbiam prowadzić żywe rozmowy. Takie, gdzie CZUJĘ energię i obecność osób. Uwielbiam rozmawiać z ludźmi otwartymi, pełnymi życia i zdolnymi do emocji. Jestem szczęśliwa, że znam troszkę takich.

Żyjących. Otwartych. Czujących. Prawdziwych w swoim doświadczeniu.

Podsumowując: wydaje mi się, że najwyższą wartością jest doświadczanie własnej autentyczności.

BĄDŹMY WIĘC PRAWDZIWI. BĄDŹMY ŻYWI. Mówmy i róbmy tak, jak faktycznie z nami gra. Nie ważne czy się to spotka z pozytywnym odbiorem czy nie. Podobnie pozwólmy w interakcjach na żywy przepływ.

 

Zostawmy skostnienie we wzorcach ZA SOBĄ.

Kiedy więc dywagacja nie ma sensu?

Kiedy przestaje być przyjemnością.

 

Serafinek

 

Możesz wesprzeć moją pracę tutaj:

 

Interesują Cię prywatne konsultacje?

Kliknij TUTAJ

Serafinek

Nie przywiązuj mnie do żadnej z przedstawionych tu tożsamości, gdyż i ja nie jestem do nich przywiązana. Wybieram je ku uciesze z Życia. Jeśli chcesz eksploruj to wyjątkowe przejawienie boskości we mnie, by dogłębnie zbadać swoje. „Kim jestem? Zapytałam siebie. Istnieniem? Marzeniem? Boskim tchnieniem? Nie… JA jestem PŁOMIENIEM.”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here