Zawsze miałam to do siebie, że wszystko, co ważne chciałam odkryć, rozpoznać, doświadczyć SAMA.

Uwielbiam towarzystwo, dzielenie się sobą i docenianie innych, czasem lubię współzawodnictwo.

Czasem lubię zainspirować się czytając książkę, czy słuchając cudzej opowieści.

Wszystkie aspekty inter – akcji są jak najbardziej przeze mnie pożądane i uwielbiane, jednak…

Zawsze ponad wszystko uwielbiałam i uwielbiam wszystko sprawdzać na własnej skórze.

To naturalne, że to niekiedy „ścieżka bólu”, to naturalne, że niekiedy taką postawą napytam sobie „biedy” czy narobię wrogów.

Nic to.

Po wielokroć jednak oddawszy się kontemplacji własnej natury dochodziłam do wniosku:

„Dobrze robisz, Aniu!”.

Przecież nic mi po cudzej mądrości.

Mądrość to suma doświadczeń objawionych przez świadomość.

Przecież nic mi po suchej „teorii”. Życie jest doświadczaniem i tylko ono ma prawdziwie sens.

Nic mi po cudzych wynurzeniach, jeśli sama siebie nie zgłębię.

Ci, którzy mnie poznali mogą dojść do wniosku, że lubię ból, albo, że jestem wariatką.

Niektórzy uważają mnie za przemądrzałą, bo „wiem lepiej” niż ich jakieśtam źródła.

 

No cóż, jedyne, co mogę powiedzieć, to to, że moja prawda pochodzi ze zgłębienia, doświadczenia.

Mogę powiedzieć: tak, jestem wariatką, egoistką, księżniczką, lubię ból i co tam jeszcze.

Prócz tego, a właściwie DZIĘKI temu potrafię pić sok Życia i delektować się nim jak boską ambrozją. Potrafię się bawić, potrafię wszystko „stracić” i iść dalej.

Umierałam w życiu tyle razy, że Noc mi nie groźna, stała się doprawieniem dla Życia w świetle i błogości.

Potrafię „być ponad tym” i potrafię kochać – tak po ludzku, do szaleństwa.

Przestaję pomału zastanawiać się nad tym, co „właściwe”, a co nie.

Niech płynie. Niech zatańczy razem Księżniczka z Aniołem, niech Wariatka weźmie pod rękę Oświeconą, niech Egoistka ukocha się z wewnętrzną bezinteresownością. Ból niech zaplecie się z rozkoszą w wieczne DOZNANIE.

Doznanie siebie.

Pewnie możecie zauważyć, że nie ma w moich wpisach do końca stabilności i konwencji.

Czasem piszę z poziomu Oświeconego – Ducha, czasem wylewam ekspresję serca, czasem dzielę się analizą umysłu, innego dnia piszę z poziomu swojej perspektywy – ego, następnego po prostu „głupio” się bawię.

To właśnie ja. Jestem w każdej i żadnej z tych tożsamości.

Uwielbiam je wszystkie, choć czasem, dla smaku staję z nimi do „walki”, by móc zwycięsko powstać – odnowiona, odbudowana, jeszcze bardziej świadoma i zgodna z sobą.

 

To właśnie moja „niepokorna duchowość”. Gorąco Wam tą postawę polecam, zamiast jakiegokolwiek podążania za czymś, czy brania czegokolwiek za dogmat.

 

Jesteśmy tu by doświadczać, żyć stosować UOSABIAĆ Ducha pod swoją postacią, a nie być czyimikolwiek uczniakami.

Pokażmy swoją prawdziwą twarz – w jedności tych ludzkich i boskich pierwiastków. Przecież to, czym jesteśmy teraz, teraz jest piękne.

Niepokornie, ale z gorącym sercem pozdrawiam

Serafinek

 

Możesz wesprzeć moją pracę tutaj:

 

Interesują Cię prywatne konsultacje?

Kliknij TUTAJ

Serafinek

Nie przywiązuj mnie do żadnej z przedstawionych tu tożsamości, gdyż i ja nie jestem do nich przywiązana. Wybieram je ku uciesze z Życia. Jeśli chcesz eksploruj to wyjątkowe przejawienie boskości we mnie, by dogłębnie zbadać swoje. „Kim jestem? Zapytałam siebie. Istnieniem? Marzeniem? Boskim tchnieniem? Nie… JA jestem PŁOMIENIEM.”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here