Wszechświat jest prosty. Życie jest proste. Wszystko opiera się na prostych prawach, zasadach, które są naturalne i oczywiste w zastosowaniu. Tylko dlaczego dochodzimy do tych prawd tak okrężną, kamienistą drogą?

To proste.

Zasady i prawdy są. Wszechświat JEST. Jest też jednak wielka różnica pomiędzy tym, że coś jest, a faktycznym doświadczeniem czegoś.

Doświadczenie jest jak wnikliwa eksploracja. Rozkładamy na części pierwsze, rozbijamy na czas, emocje, zdarzenia coś, co jest oczywiste… by poznać od podszewki, poznać najlepszą z możliwych dróg – drogą doświadczenia.

Można czytać o wszystkim. Ba, można nawet teoretycznie rozumieć wszystko, być świadomym wszystkiego.

Co to jednak za świadomość, wiedza, rozumienie skoro płaska, teoretyczna?

Nie ma się więc co użalać nad tym, że coś „długo trwa”, czy też jak ja zwykłam kiedyś mówić: „czemu ja się tak wolno uczę?” (w zasadzie to uczę się stosunkowo szybko, ale oczywiście w okresie doświadczania perfekcjonizmu – musiało być mi mało…).

Uczymy się ile potrzeba, doświadczamy zagadnienia tyle, ile potrzeba.

I choćbyśmy machali rękami i nogami – nic się nie zmieni, więc od razu warto przestać walczyć i dać płynąć zdarzeniom…

Przynajmniej nie będziemy po drodze tak wymęczeni walką… z samym sobą. Bo kto inny wybiera doświadczenia, jeśli nie MY SAMI? Każde doświadczenie i reakcję na nie wybieramy właściwie sami: na świadomym bądź nieświadomym poziomie.

Dlatego koncepcje o „niezasłużonym cierpieniu” mają podstawowy błąd logiczny. Błędem jest postrzeganie w kategorii zasłużenia czy też jego braku. Nie o to chodzi – chodzi o doświadczenie. I nic nie zrobimy na to, jeżeli ktoś potrzebuje doświadczyć czegoś. Możemy jedynie reagować w zgodzie z sobą – możemy działać – to już NASZE doświadczenie. Możemy mieć wpływ na przebieg doświadczenia osoby/osób i ich konkluzje, jednak nie ocalimy przed tym co nieuniknione.

Tyle tylko w tym zabawności, że nigdy nie wiemy czy coś jest osobie faktycznie potrzebne czy tak na prawdę celem jest doświadczenie naszej pomocy. Nie ma co więc także załamywać rąk w bezradności, bo nigdy nie wiadomo, jakie efekty ma mieć nasze działanie.

A może ma jeszcze jakieś inne, ukryte znaczenie?

Wracając do tematu – działajmy w zgodzie z SOBĄ i… wiedzmy tylko o tym, że istnieje coś takiego jak POTRZEBA DOŚWIADCZENIA samemu najróżniejszych stanów, zdarzeń… To właśnie ta nasza kamienista droga. Dotyczy to każdego.

Każdy bowiem widzi nieco inną perspektywę, więc Wszechrzecz (użyję personifikacji celowo) CHCE doświadczyć i takiej, i innej. Dlatego właśnie wszystkie obecne zawsze, rdzenne prawdy ukazują się nam powoli, dzięki przeżywaniu konfrontacji z różnymi przeszkodami.

Czasami potrzebnym  jest nawet pozorne zagubienie siebie, mocne oddalenie, od prawd wnętrza, integracji, by poznać i zrozumieć kolejne życiowe „nauki”.

Na nic godziny spędzone nad księgami, na nic wszelkie dyskusje i przemyślenia, gdy przychodzi do weryfikacji i prawdziwego zakorzenienia w nas prawd doświadczeniem. Tu wszyscy jesteśmy jak małe dzieci stawiający właśnie pierwsze kroki – niezależnie od wieku czy poziomu zrozumienia życia.

Nowa lekcja będzie nas tak samo boleć jak te pierwsze i możemy poczuć się tak samo pogubieni. Pokrzepiające jest to, że wszystko tak, czy inaczej zawsze się rozjaśnia, wszystko układa się i ustawia na właściwych miejscach. „Poligon” doświadczalny to tylko etap – zawsze po nim następuje etap radości z przyswojonej wiedzy.

Pozdrawiam i życzę owocnego poznawania świata –

Serafinek

 

obrazek: Labyrinth by allthenightlong (DeviantArt)

Serafinek

Nie przywiązuj mnie do żadnej z przedstawionych tu tożsamości, gdyż i ja nie jestem do nich przywiązana. Wybieram je ku uciesze z Życia. Jeśli chcesz eksploruj to wyjątkowe przejawienie boskości we mnie, by dogłębnie zbadać swoje. „Kim jestem? Zapytałam siebie. Istnieniem? Marzeniem? Boskim tchnieniem? Nie… JA jestem PŁOMIENIEM.”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here